Archiwum kategorii: Bez kategorii

Walka o ogień zawieszona

 

Walka o ogień zawieszona

Wybory samorządowe za nami. Wybory oczywiście to nazwa abstrakcyjna. To coraz bardziej widoczny pęd do władzy, czy koryta jak kto woli. Po niezłe pieniądze i perspektywy. Zwłaszcza, że „wolny rynek” to też abstrakcja, a dobra pracy są wciąż reglamentowane. Wszelkie apanaże typu rady nadzorcze, fundusze europejskie, przetargi, ławnicy, członkowie różnych komisji, zlecenia dla zarządców nieruchomości – przypadają głównie klienteli władzy. I tak, tą „służbę społeczną” ciekawie można było zaobserwować na przykładzie pluralistycznych kandydatów. Na przykład „wybranego” prezydenta miasta Marcina Zawiły. Jeszcze tak emocjonalnie zaangażowanego w „politykę”, w kampanię wyborczą go nie widziałem.

Zacznijmy jednak od reguł fair play kampanii. Frekwencja na goebbelsizm nie miałaby wpływu. Od czystości i przejrzystości finansowej komitetów wyborczych. Obecny prezydent miasta wisiał (i jeszcze wisi) na każdej prawie latarni. I tuż przy wejściu do lokalu wyborczego. Nie w realu oczywiście, jak zakładano uczynić to z członkami PZPR, tylko plakaty z podobizną Marcina Zawiły. Czy sztab wyborczy, Platforma Obywatelska, zapłaciły miastu, energetyce, za te „słupy ogłoszeniowe”? Podobnie były prezydent miasta Marek Obrębalski. Wisiał na płotach wzdłuż Al. Jana Pawła II. To może przyjemne miejsce, ale czy opłacone i legalne? Nawet jeśli do samorządu dostał się się jakiś sprawiedliwy, to w pojedynkę nic nie uczyni lub zboczy.

Danuta Wójcik, w każdym bądź razie jej ulotki z reklamą na drugiej stronie Marka Obrębalskiego, przyklejone były na gablotach informacyjnych w blokach mieszkalnych na Zabobrzu. Czy miała na to zgodę ZGL-i lub zarządców nieruchomości? Na nieruchomości należącej do Renault Dzięciołowski Sp. z o.o. przyklejone były plakaty Marcina Zawiły nawołujące do głosowania na niego w drugiej turze wyborów prezydenckich. Nikt z rodziny pana Ryszarda nie był jednak oddać głos na kandydata PO. W pierwszej turze owszem, cała czteroosobowa rodzina głosowała, podejrzewam na Roberta Prystroma. Czyżby po to, aby ukarać Bożenę Wachowicz-Makiełę za to, iż zdradziła Wspólne Miasto, z którego została radną w poprzedniej kadencji dzięki poplecznictwu JFS? I żeby potępić Razem dla Jeleniej Góry? Obywatel jest terrorystą.

Wróćmy jednak do statystyk. Marcin Zawiła został prezydentem miasta z poparciem 9363 jeleniogórzan. Przekładając to na procenty, poparło go 13,5 % głosujących przy frekwencji 24,8 %. Jednym słowem nie jest prezydentem z woli większości mieszkańców tylko członków, sympatyków i przybocznych PO. Czy można być z tego dumnym? Zobaczymy za cztery lata. Dziś jednak pobojowisko jest w opłakanym stanie. Żeby zaparkować samochód za 1 zł na pół godziny to trzeba mieć pług śnieżny zamontowany do zderzaka samochodu. Żeby przejść po chodnikach, to trzeba mieć raki na butach zamontowane. Gdzie są miejskie pługi śnieżne i odśnieżarki? Czemu straż miejska nie wlepia mandatów MPGK i ZGL-om? Co my obaliliśmy poza bełtami?

Wyniki „wyborów” pokryły się w 99% z moimi przewidywaniami, lecz bez mojego udziału. Bo to wszystko nie miało nic wspólnego z demokracją. Wiem to z autopsji. To wszystko to najlepsza droga do nepotyzmu i do korupcji. Do ustawienia siebie i członków swojej rodziny. Do górowania nad biedotą, do której się doprowadza. Do rujnowania gospodarki i budżetów za pieniądze podatników. U władzy są znowu ci sami członkowie AWS, UW i PZPR. Gdyby samorządy i parlament były społeczne, to nie widzielibyśmy tych nazwisk w komitetach wyborczych. Dopóki samorządowcy będą sowicie „wynagradzani”, to nie będzie miało nic wspólnego ze służbą społeczną i demokracją. Na te igrzyska i wynagrodzenia marnowane są nieprawdopodobne pieniądze podatników. Aberracją jest ganienie POprzednika i nobilitowanie PO.

Prominentni politycy PSL tłumaczyli niedawno publicznie, że nie powinno się zawieszać dotacji partii politycznych z budżetu państwa, czyli pieniędzy wszystkich podatników. Argumentowali takie stanowisko zagrożeniem korupcją. Znaczy się przyznali, że koryto to magnes mamony. Dziś u władzy są w większości pseudo filantropi, którzy ciemiężą ludzi pracy. Gdyby było odwrotnie, to człowiek człowiekowi pachniałby z daleka. Przy obecnej demokracji, wkrótce wyjdą na jaw wszystkie ukryte długi „Polaków”. Które zaciągnęli politycy, a spłacać będą podatnicy. Niestety. Walka o ogień jeszcze długo się nie skończy…

Grzegorz Niedźwiecki

Koniec "Wspólnego Miasta"

 

Koniec „Wspólnego Miasta”

Koniec „Wspólnego Miasta”, a raczej początku marzeń. Miasto nigdy nie było wspólne. Było, jest i będzie miastem łukaszenkowskiej demokracji. Taka jest moja opinia.

Robert Prystrom z pewnych względów nie mógł wystartować w wyborach do samorządu w 2006 roku. Zebrał wówczas na pierwszy rzut oka profesjonalną drużynę do komitetu wyborczego Wspólnego Miasta. Ludzi wykształconych i znanych. Lider nawet uzyskał najlepszy wynik w pierwszej turze wyborów na prezydenta miasta. W drugiej przegrał z partyjnym kandydatem. W bieżącym roku nic Prystromowi już nie przeszkodziło w kandydowaniu. Nawet podpisali ugodę z Jerzym Łużniakiem przed sądem, nie brużdżąc sobie nawzajem. Obaj i tak przegrali wybory. Przegrał też Józef Kusiak, były dwukrotny prezydent Jeleniej Góry. Robert Prystrom zrobił obecnie najhuczniejszą i najbardziej różnorodną kampanię wyborczą. Miał też najbardziej rozwinięty i najbardziej obiecujący program. Dlaczego przegrał?

Po pierwsze niepotrzebnie obiecywał zbyt wiele. Zwłaszcza zlikwidowanie straży miejskiej na starcie. Ja nie lubię blokad kół i mandatów, ale szanuję straż i uważam, że jest pożyteczna. Poza tym, tylko samobójca pozbawi się kilkuset głosów w wyniku głupich obietnic. Może nawet kilku tysięcy, bo jakie decyzje musieli podjąć wyborcy sympatyzujący z urzędnikami? Za gwarantem status quo. Następne faux pas Roberta to niewystawienie kandydatów do sejmiku dolnośląskiego. Tylko kogo miał wystawić, skoro w drużynie do Rady miał głównie miernoty i większych „volksdeutschów” niż w poprzedniej kampanii. Przeciwnicy ograli go. Podpięli się pod prezydenta miasta Wrocławia i przyjęli podobną nazwę.

Ktoś mu zrobił jeszcze lepszy numer. Zmontował komitet o analogicznej nazwie i to jedyny z maksymalną liczbą kandydatów. Plus na prezydenta. Na układy nie ma rady. Mniej rozgarnięta część społeczeństwa mogła się pomylić. Ów komitet zebrał blisko połowę głosów WM. Kto tak działał w przeszłości? Nie wiem, czy komisarz wyborczy miał prawo zarejestrować podobny komitet.

Jeśli się nie stworzy nośnych, niezależnych albo własnych mediów, dużego portalu internetowego, to nie ma na co liczyć w przyszłości. Pieniądze, to nie wszystko. Nawet jakby Prystrom dostał się do władzy, to gorzej załatwiliby go „wspólnicy” niż poprzednicy. Nie uczy się Robert na błędach. Nie miał tez żadnego socjologa i politologa przy sobie. Gdyby wystartował ze swojego okręgu, byłby przynajmniej w Radzie. Niestety wydał majątek na zrobienie prezentu jednemu człowiekowi. I będzie musiał teraz chyba ciężko pracować na spłatę tego długu.

Szczerze współczuję Prystromowi. Ja przewidziałem, że pułap wzlotu ma już za sobą. Ludzie lepiej się na nim poznali. Zbyt czytelne było granie na siebie. Chociaż Zawiła też pokazał zachłanność przy kopaniu piłki. Zaciekłość walki kandydatów o „służbę społeczeństwu” budzi moją odrazę. Nie dokonali jeleniogórzanie dobrego wyboru. I nic nie mogło tego zmienić. Będzie źle i będzie narzekanie, ale „samorząd jeleniogórski” jest przynajmniej przewidywalny. Mało obiecywali, to nikt ich nie ukrzyżuje. Gorzej by było, gdyby do władzy lokalnej dostali się prostacy i nowicjusze. Cztery lata byłoby uczenia się i ustawiania nowych etatów. Prystrom postawił wszystko na jedną kartę. Poszedł na żywioł, a nie na logikę. Rozumiem go, ale w polityce nie ma demokracji. Co jest, to wszyscy wiedzą. Wspólne Miasto nie liczy się w rankingach mafii.

Frekwencja wyborcza w Jeleniej Górze wyniosła 36 %. To jest czerwona kartka dla „polityków”. Dopóki wybory, jeśli tak to można nazwać, będą szansą na kasę z wyzysku, furtką do nepotyzmu, obroną dobrych miejsc pracy, wojną gangów partyjnych o wpływy, zalegalizowaną walką kogutów, trampoliną do robienia osobistych interesów za pieniądze podatników, oszukiwaniem mas przez system polityczny poprzez premiowanie partii politycznych, to nic się nie zmieni. Kiedyś krytykowano PZPR. Mówiono, że partyjniactwo to hańba. Dzisiaj nie ma monopolu partyjnego, ale dobra legitymacja jest przepustką do lepszego życia. Teraz druga tura wyborów prezydenckich w Jeleniej Górze. Marcin Zawiła kontra Marek Obrębalski – obaj libertyni. Tak, czy siak, będzie nijak. Niech już wygra Zawiła, to PO przegra za cztery lata. MO nic nie zrobi, a tylko wzmocni swoich „volksdeutschów”. Dwuznaczny tytuł. Koniec „Wspólnego Miasta”, a raczej początku marzeń. Miasto nigdy nie było wspólne. Było, jest i będzie miastem łukaszenkowskiej demokracji. Taka jest moja opinia.

Grzegorz Niedźwiecki

Pierwotnie opublikowano w serwisie WIADOMOŚCI24.pl

Niepodległość

   

NIEPODLEGŁOŚĆ

Najpierw orkiestra dęta

gra równo do święta

wchodzą kombatanci i żołnierze

przychodzą ludzie w czystej wierze.

Poczty sztandarowe, harcerzy mur

na Placu Ratuszowym ludzi tłum.

Zaraz po tym mówią politycy

jak to kiedyś nie było ulicy

bo wojna nieustannie trwała

wolność, Bogu cześć i chwała.

I hejnał dostojnie grany

zagoił ból serca i powojenne rany.

W tej jednej magicznej chwili

wszyscy stali się radośni i mili.

Biało – czerwone balony, flaga wzniesiona

Polska wolność wówczas wywalczona…

Wiktoria – 12 lat

Wiersz bez tytułu.

Czasem czuję jakbym była nikim. Najpierw koledzy, którzy przezywają mnie od murzyna postanowili rzucać mi w głowę twardym ziemniakiem. Jeszcze tego samego dnia dowiedziałam się, że nie jadę na obóz, a jak zrobiłam awanturę w domu, to tata powiedział, że lepiej by było dla niektórych, gdybym się nie narodziła. I co tu jeszcze dodać?!

 

Wszyscy myślą, że umarłam,

A ja ciągle żyję.

Bo choć umysł jest zemdlony,

Serce wciąż we mnie bije.

Nikt mnie nie dostrzega,

Jakbym była martwa.

Bo choć ja nic nie rozumiem,

każda ma część ciała jest dziartwa.

Gdy umrę na wieki,

I w niebie będę szybować,

Wszyscy będą po mnie,

Tylko tego żałować…

Weronika 12 lat

Żaden prezydent nie zmieni ustroju na ludzki

Rotary Club – pomoc przez rujnowanie

Moja żona musi cały dzień siedzieć w obwodowej komisji wyborczej, żeby zarobić 130 zł na buty dla dzieci, a sąd i komornik w nosie mają wnioski „skazanego” o zamianę jakiejś grzywny na areszt tylko wsiadają na konto bankowe służące całej rodzinie zajmując już 2550 zł zamiast ukarać ewentualnie tylko „winowajcę”…

Tak wygląda państwo prawa i sprawiedliwości społecznej w Polsce. Tyraj, płać dobrowolnie na akcje charytatywne, sponsoruj jeszcze członków Rotary Club, utrzymuj komorników i sędziów zawisłych, a twoje dzieci niech chodzą bose…

Kiedyś współautor tego bloga wziął obecnego prezydenta Rotary Club Jelenia Góra Mieczysława Kodzia w obronę. Dzisiaj w podzięce musi płacić frycowe nie wiedzieć za co z powództwa skarbnika Rotary Club Jelenia Góra Mieczysława Ligęzy

http://www.jelonka.com/news,single,init,article,28319

 

Ps.

To nie jest moja wojna prywatna. Nie ja tą wojnę zacząłem i nie ja biję w niewinne dzieci wykorzystując do tego Rotary Club. Trzeba się spytać skarbnika Rotary Club Jelenia Góra, czy to prawda, że prawnicy jego firmy chcieli złożyć za coś (albo złożyli) pozew przeciwko to piszącemu z żądaniem 10 tys. zł na Dom Dziecka „Dąbrówka” za pośrednictwem… Rotary Club Jelenia Góra? Najciekawsze jest jednak to, że ja swego czasu sam dałem między innymi na Dom Dziecka „Dąbrówka” zabawki ze swojego byłego sklepu na kwotę przeszło 1000 zł. W drugiej połowie 2008 roku nieświadomy tego, co się akurat mi kręci, przez trzy miesiące opiekowałem się starszym mężczyzną 24 godziny na dobę w Niemczech. Stamtąd przywiozłem o wartości 600 zł mosiężną statuetkę jelenia, którą przekazałem redakcji Jelonka.com na cele dobroczynne. To była być może moja ostatnia dobrowolna darowizna. Nie chwalił bym się tym, gdyby redakcja Jelonki nie brała udziału w tej spiskowej teorii dziejów sekując mnie teraz z portalu. Chętnie bym poszedł za to wszystko do pudła, ale „służbiści ponad własne interesy” rękoma kolegów sędziów wolą się do usranej śmierci pastwić nad moimi dziećmi. Będąc ściganym obecnie przez komornika, tak naprawdę nie mam pojęcia za co, kiedy i jak mogłem od niezawisłego sądu dostać na ślepo grzywnę 2000 zł netto. Ja teraz ujawniam prawdziwy ustrój panujący w Polsce, mechanizmy działania „wymiaru sprawiedliwości” i hipokryzję „filantropów”. Biznesmen, skarbnik Rotary Club Jelenia Góra nie ucierpiał na grosz z mojego powodu. Ucierpiała jego kasa z powodu zatrudnienia głodnych prawników. Chciał się chłop wykazać.

Ściąga dla Obrębalskiego nr 2

     

Ściąga dla Obrębalskiego nr 2

Jelenia Góra przegrywa na całej linii z Legnicą, Wałbrzychem na Dolnym Śląsku. Przegrywa nawet z Lubinem i ze Świdnicą. Tam są od lat kryte lodowiska, tam są salony hondy, toyoty i peugeota. A u nas mając źródła nie mogą wybudować basenów termalnych. Dałem prezydentowi pierwszą ściągę na ten temat. Ba, przegrywamy już z Karpaczem i Barcinkiem. Na „wsiach” przygotowują się już do budowy lotnisk i pola golfowego. Podpowiem doktorowi Markowi Obrębalskiemu co trzeba zrobić, żeby przyciągnąć bogatych turystów. Pole golfowe trzeba u nas wybudować, albo zachęcić inwestorów.

W Niemczech, niemal w każdej dziurze są pola i kluby golfowe. Weźmy na przykład taki Golf Resort Adendorf. Wjazd na „arenę treningową” kosztuje 6 euro. Pobyt na krótkim placu kosztuje w dni robocze 15-25 euro, w święta – 20-30 euro. Na Mastercourse 50 euro od poniedziałku do piątku, 60 euro w dni wolne i święta. Mój przyjaciel Peter właśnie ukończył 66 lat. Załapał się na dwa reportaże. Prócz mi, udzielił wywiadu dla hamburskiego Abendblatt. Gra w golfa dopiero od trzech lat. Mówi, że średnio miesiąc kosztuje dla członków klubu 90 euro, rok około 1000. Uczniowie i studenci taniej. W Adendorfie jest przeszło 800 klubowiczów. Gdyby wszyscy płacili 1000 euro to prezydent Rainer Adank zarobiłby na nich 800 tysięcy euro w roku. Do tego dochodzą turnieje, kursy, sklep, goście i jednodniowi gracze. Będzie przeszło milion euro obrotu na samym golfie? Pomijam amortyzację. Ale zarabia państwo, miasto, trenerzy, pracownicy. Ma gdzie się wyżyć młodzież. Golf Resort Adendorf ma czterogwiazdkowy hotel ze SPA, restaurację Castello i miejsce rozrywki dla dzieci. Obok są konie i tenis. Pola golfowe podzielone są na dwie dziewięciodołkowe części. Wszystko ma przeszło 6 km długości. Oczywiście nie w linii prostej.

Na pole golfowe dla 18 dołków potrzeba od 50 do 70 ha powierzchni użytkowej ziemi. Na początek wystarczyłaby 9-dołkowa Akademia Golfa o długości 2 km. Są takie tereny u nas, przy każdej drodze wylotowej z miasta. Zarówno pole golfowe jak i domek klubowy są świetnym miejscem na plotki o świecie towarzyskim i rozmowy o interesach. A wiadomo, że w golfa nie grają byle żule. Tam się spotyka ekskluzywne towarzystwo. Pola golfowe utrzymywane są zwykle ze składek, czy opłat za godzinę gry.

Instruktarz

Gra ta polega na umieszczeniu piłki w dołku poprzez uderzenie piłeczki specjalnym kijem. W systemie match play grę prowadzi się na poszczególne dołki. Dołek wygrywa strona, która umieści w nim piłkę w mniejszej ilości uderzeń. Może się zdarzyć też remis. Mecz wygrywa strona, która prowadzi większą ilością dołków, niż pozostaje do końca gry. W systemie stroke play zwycięża gracz, który rozegra przewidzianą ilość rund w najmniejszej ilości uderzeń. Jeżeli zawodnik nie zaliczy dołka zostaje zdyskwalifikowany.

Do uderzenia piłki przeznaczony jest kij, w którym odchylenie lica główki od pionu nie przekracza 10 stopni. Powinien stanowić jedną całość i składać się z trzonka i główki. Dodam przy okazji, że po raz pierwszy reguły tego sportu spisane zostały w 1744 roku w Royal & Ancient Golf Club of St Andrews, ustalając jednocześnie dokładnie wymiar piłek, jakich należy używać. Na krótką grę składają się cztery główne uderzenia: putting, chipping, pitching oraz sand shot. Każdy z nich wykonuje się przy pomocy innego kija.

Na polu profesjonalnym jest 18 dołków. Odległość pojedynczych dołków waha się od 100 do 600 metrów. W zależności od długości dołek ma swój par, czyli normę uderzeń, w jakiej bardzo dobry gracz powinien ten dołek rozegrać. Krótkie dołki do około 230 metrów mają par 3, średnie do 450 metrów są par 4, dłuższe to par 5. Każdy dołek ma swoje miejsce startu – tee, skąd rozpoczyna się grę, fairway – kilkudziesięciometrowej szerokości drogę, green – obszar wokół wyciętego w ziemi dołka z najniżej koszoną trawą.

Pozycja dołka na greenie jest zaznaczona wysoką chorągiewką. Pomiędzy tee, a greenem występują różne przeszkody: rough – wysoka trawa, bunkry – zagłębienie w ziemi wypełnione piaskiem, woda, drzewa, krzewy, pochyłości terenu. W jednej grupie wychodzących na pole golfowe może znaleźć się do czterech graczy. Wszyscy po kolei wykonują uderzenia z tee. Następnie idą do swoich piłek i wykonują następne uderzenie w stronę chorągiewki. Pierwszy uderza ten gracz, którego piłka znajduje się najdalej od dołka.

Kiedy odsuną się na bezpieczną odległość, grę na tym samym dołku może zacząć następna grupa. Grę się kontynuuje, aż piłki wszystkich graczy z grupy znajdą się w dołku. Wyniki należy zapisać na specjalnej karcie, na starcie następnego dołka. W torbie gracza może znajdować się maksymalnie 14 kijów. Woods to kije, którymi uderza się piłkę najdalej. Są najdłuższe i najlżejsze. Najlepsi gracze uderzają piłkę tym kijem na odległość 300 metrów. Irons to najliczniejsza grupa kijów. Około 10 w torbie. Im niższy numer kija tym dalej piłka leci. Putter to specjalny kij do uderzeń na greenie. Są jeszcze wedge, rescue lub utilities.

Gra w golfa finalizuje się po przejściu pola o długości od 2500 m – 7000 m, choć bywają także pola mniejsze. Szczegółowe zasady gry znajdziecie państwo z łatwością w Internecie. W każdym bądź razie tym, co ponoć odróżnia grę w golfa od innych dyscyplin sportu jest etykieta – swoisty savoir vivre golfistów. Jak wiemy z ostatnich doświadczeń „tygrysa” golfowego i skandalu obyczajowego, nie przenosi się to koniecznie na życie osobiste poza pol
em golfowym. I tu jest też miejsce dla agentów różnych służb specjalnych.

Ja chętnie przyjął bym pracę takiego zarządcy pola golfowego, ale obawiam się, że prędzej powstaną w Jeleniej Górze fekalia i tropiki niż cokolwiek profesjonalnego…

Grzegorz Niedźwiecki

Przestać kręcić narodem

Smoleńsk – chwila refleksji

W

związku z wiadomymi wydarzeniami, zaniecham w tym tygodniu publikacji jakichkolwiek żartów, czy kpin politycznych. Mam tylko jedno marzenie. Nie wiem, czy ta ogromna katastrofa lotnicza była przypadkiem losu, czy lekkomyślnością. Nasuwa mi się natomiast taka refleksja. Że był to znak od Boga. Szansa i cena na pojednanie narodu polskiego. I narodów. To szansa również dla mediów zaniechania hipokryzji i stronniczości. Co roku popełnia samobójstwo w Polsce przeszło dwa tysiące osób z powodu, delikatnie mówiąc, dysproporcji społecznych. Drugie tyle umiera z wycieńczenia. Z winy polityków. Nikt z tego powodu nie podnosi takiego larum i nie trwoni publicznych pieniędzy. Czy politycy wyciągną jakiekolwiek wnioski z tej katastrofy? Czy skorzystają z szansy na pojednanie i zasypanie podziałów? Podziałów na partie polityczne i na pospólstwo? Wątpię.

gn

Trzeci list otwarty do Premiera

 

Trzeci list otwarty do Prezesa Rady Ministrów

Szanowny Panie Premierze Donaldzie Tusk!

Jestem osobą bezrobotną z wyższym wykształceniem. Moje IQ jest takie jak Dody, choć kształty – zwłaszcza w okolicach talii – są już bardziej rubensowskie. Mam 47 lat, dwójkę małych dzieci na utrzymaniu i starego golfa II do remontu… /…/”

Tak zaczynał się mój pierwszy list, który wysłałem do Pana dwa lata temu. Całość można przeczytać tutaj:

http://www.ropoiwzk.com/gorace%20tematy/premier/List%20otwarty%20do%20premiera.htm

/…/ Dziękuję” Panu za przymusową separację. „Dziękuję” Panu za to, że nie mogę grać z synem w szachy i chodzić z córką na muzykę. „Dziękuję” Panu, że rolę ojca moich dzieci pełni dziadek i jego wzorce pewnie przechwycą. Dzięki Panu muszę zamrozić swoją miłość do żony. Dzięki Panu muszę wyzbyć się uczuć do dzieci, bo inaczej pękł bym z rozpaczy. Panie Premierze, nie wybaczę Panu takiego cudu społeczno-gospodarczego. Wykastrował mnie Pan z miłości do dzieci choć nie jestem pedofilem!

Tak kończył się mój drugi list, który wysłałem do Pana rok temu. Całość można przeczytać tutaj:

http://www.ropoiwzk.com/gorace%20tematy/List%20otwarty%20do%20premiera.htm


Dziś nie jestem już osobą bezrobotną, ale nie dzięki Panu. Mam już 49 lat życia za sobą, tylko 19 lat pracy w CV i płaski brzuch. Pracuję z daleka od domu, by zapewnić normalny byt rodzinie. W Polsce panuje ustrój mafijny, ściśle reglamentujący dostęp do źródeł przyzwoitej pracy i dóbr materialnych. Mam już samochód średniej klasy i byłem na zimowisku w Zakopanem. Takie szczęście niestety spotyka mnie kilka razy w roku. Normalna rodzina czasem razem – kosztem długotrwałej rozłąki. Coś za coś. Inni mają gorzej. W Jeleniej Górze burzy się hipermarkety wybudowane w 2000 roku i wyrzuca ludzi z pracy lub zatrudnia na taśmie w nowych, zagranicznych obozach pracy. Co roku umiera z wychłodzenia w zimie kilkaset osób. Drugie tyle odbiera sobie życie z powodu „spekulacyjnego rynku”. Ludzie coraz częściej się rozwodzą, rodziny się rozpadają ze względów ekonomicznych. Państwo polskie nie bierze żadnej odpowiedzialności za obywatela. Skrupulatnie liczy za to i zbiera podatki od Polaków. Władze, nie wiem której już RP, główkują jedynie jak wymeldować z własnego mieszkania zdesperowanych tatusiów i podnieść ludziom wiek emerytalny. Władze główkują jak nie płacić bezrobotnym zasiłku i jak załatwić sobie kominowe płace i dobre odprawy. Decydenci, czytaj wpływowi politycy, skupiają się tylko na walce politycznej i igrzyskach dla gawiedzi. Skupiają się na obrabowaniu ludzi z godności, z dostępu do opieki zdrowotnej. Dla odwrócenia uwagi tworzy się różnego rodzaju fundacje i stowarzyszenia pseudo pomocowe. Zakłada się niebieskie linie i rysuje grube kreski. Walczy się z korupcją tworząc baronów partyjnych. Buduje się schroniska dla bezdomnych i stołówki dla bezrobotnych, w których dobrze płatną, kierowniczą rolę pełnią rodziny polityków odpowiedzialnych za biedę. Zakłady komunalne kuleją, bilety wszelkie drożeją. Drogi są nieodśnieżane, realne dochody maleją. To nie biedni ludzie powinni płacić alimenty i wszelkie frycowe za wasze kryzysy. To nie biedni ludzie winni być eksmitowani z domów za zaleganie z czynszami z powodu braku pracy. To nie biedni ludzie powinni siedzieć w więzieniach za niespłacone kredyty. To nie biedni ludzie powinni być zamykani na dołkach za nadużywanie alkoholu. To nie biedni ludzie powinni być dokarmiani niczym gołębie na rynku przez konsumentów złodziejskiej pierestrojki. To nie biedni, wykształceni ludzie powinni emigrować za chlebem. Odwracacie kota ogonem. To radni, posłowie, senatorowie i urzędnicy ministerialni powinni siedzieć w kazamatach za taki cud gospodarczy! To Pan powinien już dawno odpowiedzieć wyrokiem sądowym za niespełnione obietnice i bałagan gospodarczy! Ludzie i historia jeszcze Pana rozliczą. Mam nadzieję, że za życia.

Grzegorz Niedźwiecki – socjolog