LACH is Cul

LACH is Cul

   Dnia 22 października 2007 roku, zaraz po ogłoszeniu w Polsce wyników wyborów parlamentarnych i oficjalnym potwierdzeniu, że wygrała je Platforma Obywatelska, której lider Donald Tusk obiecał, że będzie ściągał Polaków z za granicy, wyjechałem do Czech. Podjąłem pracę w fabryce Škody w Mladá Boleslav. W sumie to 100 km od Jeleniej Góry, gdzie mieszkam, więc kontakt z rodziną i ojczyzną mam nie specjalnie ograniczony. Z niecierpliwością jednak czekam na wybudowanie podobnej fabryki blisko mojego rodzinnego domu, co z pewnością zapewni mi nowa władza. Daję PO również dwa lata na spełnienie swoich obietnic – dlaczego mielibyśmy wykazać więcej cierpliwości niż w przypadku PiS?

Miasto Mladá Boleslav stało się synonimem rozwoju gospodarczego dzięki ponad stuletniej działalności firmy Škoda Auto, jednego z tych przedsięwzięć gospodarczych, które odniosły największy sukces ekonomiczny w Europie. Tereny zajmowane przez nią obejmują jedną trzecią obszaru miasta. Powodzenie fabryki samochodów stanowi bazę rozwoju ekonomicznego regionu oraz miasta. Zatrudnieni są tam zarówno Czesi, jak i Słowacy, Wietnamczycy i Polacy, a nawet Węgrzy. Wśród kilkudziesięciotysięcznej załogi około tysiąca osób stanowią Polacy. Z ciekawostek dodam, że Škoda Superb została uznana za oficjalny model samochodu wykorzystywany przez rząd Izraela, a już ponad sto trzydzieści tysięcy pań zainteresowało się ofertą Fabia Monnari, odwiedzając przygotowany dla nich serwis internetowy. Škoda Auto podtrzymuje też swoje zaangażowanie w organizację słynnego wyścigu Tour de France na kolejne cztery lata, aż do 2011 roku.

Jedną z najlepszych firm kooperacyjnych w ŠKODA AUTO a.s. jest przedsiębiorstwo LACH s.r.o., w której kierownik Bogdan Cul zapewnia trwałą logistykę personalną i świetną atmosferę pracy. Oprócz niżej podpisanego zatrudniony jest tam również inny jeleniogórski dziennikarz Jan Murański z konkurencyjnego tygodnika Nowiny Jeleniogórskie. Na różnych taśmach montażowych nie sposób się przepracować i specjalnie pobrudzić. Przy wypracowaniu 200 godzin można zarobić około dwóch tysięcy złotych. Czasem trudne warunki darmowych pensjonatów i fanaberie niektórych skrzywionych, czy nadgorliwych Polaków rekompensują wybitnie przyjazne stosunki czeskich kolegów i koleżanek. Dla relaksu można też nawet „na bramie” wypić piwo za tanie pieniądze. W Jeleniej Górze, póki co, firmy: Dr. Schneider, DSE Dräxlmaier, Jelenia Plast, czy Polcolorit nie zapewnią takich warunków pracy i płacy Polakom. Ale jak już wspomniałem na początku, to tylko kwestia bardzo krótkiego czasu. W końcu, w czym Jelenia Góra jest gorsza od Mladá Boleslav? Dla porównania przedstawię kilka danych statystycznych obu miast.

Powierzchnia: JG – 109,2 km2 ; MB – 28,89 km2

Ludność: JG – 86 220 ; MB – ok. 44 000

We wszystkim góruje – dosłownie i w przenośni – Jelenia Góra prócz na pewno trzech przypadków. Mladá Boleslav ma pierwszą ligę w piłce nożnej, zimową halę sportową (sztuczne lodowisko) i znacznie mniejszą niż 8% stopę bezrobocia, ale to się wkrótce zmieni. Wierzę, że specjalista od zarządzania miastem, doktor ekonomii Marek Obrębalski, wykorzysta walory naszych terenów oraz naszego położenia geograficznego i szybko sprowadzi do Jeleniej Góry konkretnych inwestorów.

Grzegorz Niedźwiecki

Halloween czy Wszystkich Świętych?

Halloween czy Wszystkich Świętych?

 

Na początek troszkę o tradycji Halloween.

Święto wywodzi się z pogańskiego celtyckiego święta (festiwalu) plonów obchodzonego właśnie 31 października, w wielu pogańskich kulturach ten dzień był dniem kultu przodków wtedy, ten dzień był również chrześcijańskim świętem zmarłych aż do czasu, kiedy Papież Grzegorz III przeniósł “wszystkich świętych” na dzień 1 listopada.

Obecnego kształtu Halloween nabrało w Stanach w XIX wieku – więc wszelkiego typu imprezy związane z Halloween na całym świecie są związane z ekspansją “amerykańskiej kultury”.

Halloween związany jest również z okultyzmem i wierzeniami, że świat duchowy zbliża się do świata “cielesnego” tego właśnie dnia – i niektóre duchy mają możliwość przeniknięcia do naszego świata.

Tradycyjnie tego dnia dzieci się przebierają w kostiumy i chodząc od domu do domu zbierają słodycze, tradycja żebrania powstała gdzieś w XX wieku. Dzieci odwiedzają sąsiadów krzycząc “trick or treat” – w wolnym tłumaczeniu psikus czy podarek, za co otrzymują słodycze – wcześniej owoce (stąd pochodzi też filmowy mit o jabłkach z żyletkami).

Na Halloween robi się lampy z dyni z wyciętą twarzą zwanymi “jack o’laterns”, nazwa ta pochodzi z irlandzkiej legendy o chłopie, który zrobił w konia diabła i nie został wpuszczony ani do nieba ani do piekła, więc szwęda się po ziemi oświetlając sobie drogę latarnią zrobioną z rzepy.

Tradycyjnymi kolorami Halloween są czarny (powiązany ze śmiercią, czarownicami, nietoperzami, czarnymi kotami) oraz pomarańczowy (dynie, ogień, jesienne liście).

 

Dzień Wszystkich Świętych (łac. Festum omnium sanctorum), to święto na cześć chrześcijańskich świętych obchodzone 1 listopada. Od 610 do 731 roku naszej ery święto to obchodzono 1 maja, dopiero Papież Grzegorz III, w 731 roku, przeniósł to święto na 1 listopada. Dzień Wszystkich Świętych jest często mylony z następnym (2 listopada) tzw. Dzień Zaduszny (dniem zmarłych) i dlatego w tym dniu przyjęło się czczenie zmarłych i chodzenie na groby.

W krajach katolickich zwyczajowo w Dniu Wszystkich Świętych odwiedzamy rodzinne groby czcząc zmarłych. Jest to dzień zadumy związany ze wspominaniem zmarłych. W kościele prawosławnym takim dniem jest Niedziela Wielkanocna. W krajach anglosaskich, natomiast, odpowiednikiem Dnia Wszystkich Świętych jest Halloween w tym dniu, jednak, protestanci w odróżnieniu od katolików „robią sobie jaja z pogrzebu”.

W większości religii ze świętem zmarłych związany jest ogień, jest on symbolem pamięci, wdzięczności, modlitwy. Z tradycji pogańskiej ma on także na celu oświetlanie drogi zmarłym, spalenie ich grzechów i odpędzenie demonów.

Dzień Wspomnienia Wszystkich Zmarłych jest zachętą do zadumy, do przemyśleń o przemijającej historii, którą warto utrwalić dla potomnych. Jest to dobry moment na refleksje, także nad własnym życiem, nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.

Wspominamy dni szczęścia i radości, niezapomniane chwile wplecione niezmiennie w architekturę życia. Ta pamięć jest bardzo potrzebna, wzbogaca nasze życie, chroni przed krótkowidzącym, w konsekwencji zgubnym indywidualizmem. Kształtuje kulturę pamięci, która wiąże nas z przeszłością.

Obawiam się, że po dojściu do władzy liberałów z PO coraz bardziej trendy będzie pogański Halloween i niektórym będzie brakowało wielkiego edukatora, tradycjonalisty Romana.

Opracował: Grzegorz Niedźwiecki

Posłowie

Posłowie

Miałem rację, że nie poszedłem na wybory – patrz mój ostatni felieton: „Na kogo głosować?”. To nie – mimo wszystko – prawie połowa obrażonych zbudowała taką scenę polityczną w Polsce. Tak jak kiedyś Lech Wałęsa wzmocnił „Lewą nogę”, tak dziś Jarosław Kaczyński „zbudował” libertynów. Szanowni znajomi i nieznajomi, Rodacy! PiS dostało od społeczeństwa czerwoną kartkę na własne życzenie, a PO to też „układ” nie z mojej bajki. Cofnęliśmy się niestety ponownie do roku 1989 i czarno to widzę, choć jak zwykle dla dobra ojczyzny chciałbym się mylić. Dzisiaj o godzinie ósmej rano z żalem wyjeżdżam zagranicę. Wrócę jak wezwie mnie Donald Tusk i zapewni obiecane, dobrze płatne miejsce pracy w kraju. Przykro mi, ale wyłączam komputer i nie będę miał już możliwości odpowiedzieć na żaden komentarz.

Socjolog

Na kogo głosować?

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie

Na kogo głosować?

No i mamy loterię. Od kilkudziesięciu lat, jak tylko dostałem dowód osobisty chodzę na wszelkie możliwe wybory i jak dotychczas, nie miałem kłopotu z wyborem kandydatów. Oczywiście za każdym razem się myliłem i rozczarowywałem. Ostatnio głosowałem na PiS, ale skoro oddali władzę walkowerem, to znaczy, że nie zasługują więcej na mój szacunek. Przecież obecnie też nie wygrają w takim stopniu, by rządzić samodzielnie, więc szkoda tylko publicznych pieniędzy na ten plebiscyt. Zresztą nie uznaję dyktatury w żadnej postaci, a już absolutnie nie akceptuję Antka Policmajstra Macierewicza, ordynusa Kurskiego i tych dwóch kolegów Twardowskiego, co chcą mnie inwigilować w ZUS, nie zapewniając mi wcale pracy. Przy rządach PiS mój udział w życiu społecznym jest iluzoryczny.

Platforma Obywatelska też nie jest moim marzeniem, choć teoretycznie jestem ich członkiem. Byłem już 24 stycznia 2001 roku na inauguracji partii w hali „Olivia” w Gdańsku, złożyłem kwestionariusz do systemu komputerowego i nawet otrzymałem autografy od pierwszych trzech tenorów PO (Płażyński, Olechowski i Tusk). Cóż, niestety nikt więcej o mnie nie pamiętał, a w Jeleniej Górze PO sprawuje się poniżej krytyki. Partia, która dużo mówi o przejrzystości, sama ma w swych szeregach nie mało przekrętasów jak posłanka Beata Sawicka. Zresztą to taki dyktat zakamuflowany, ludzie twierdzą, że żydowski spisek. Obywatelskość jest u nich widoczna tylko na logo i na plakatach.

Samoobrona nie ma szans nawet przekroczyć progu wyborczego, i słusznie, nikt nie da się drugi raz nabrać na populistyczne hasła i obietnice wyrobionego watażki. Z blokad na salony. Oni już byli, oni się nie sprawdzili, oni muszą odejść. Jak patrzę ma miss Peggy Renatę Beger, „miotłę” Hojarską, niewydarzonego Filipka i transfer Leszka Millera do tego kożucha, to nie wiem gdzie się mam schować ze wstydu. I choć sam byłem blisko tej formacji i obserwowałem jak kierowca Leppera Stanisław Łyżwiński, który go najpierw woził na piwo nad stawy w Podgórzynie, a później został posłem „zboczeńcem”, to stwierdzam, że nie da się zreformować tego folkloru nawet z tuzinem Tymochowiczów.

Liga Polskich Rodzin wie, że ich dyktat konserwatywny samodzielnie nie da rady, więc zawiązała doraźną koalicję z innymi dewotnikami z PR i utopistami z UPR. Im nic już nie pomoże i znajdą swoje właściwe miejsce jak ich niedawny kolega Lepper na marginesie sceny politycznej w Polsce. Kanapy sklejane z paździerza stojące na glinianych nogach muszą się rozpaść. Nie ma kraju na świecie, w którym „jedynie słuszna” świętojebliwa mniejszość decydowałaby o losach „ociemniałej” ich zdaniem większości.

Polskie Stronnictwo Ludowe, choć zachowuje się z dystansem do paszkwilanckiej kampanii wyborczej prowadzonej na każdym kanale telewizji (poziom agresji, chamstwa i syfu serwowanego nam przez polityków przekracza poziom ulicznej prostytutki), to też już dawno wyczerpało swój limit zaufania społecznego. Ci sami ludzie, w tych samych mundurkach nie mają nic konkretnego do zaoferowania. Poza tym pamiętam dokładnie, kto siedział przy „Okrągłym Stole” i kto spiskował w słynną noc czerwcową.

Zapomniałbym oczywiście o polskiej lewicy. Nie, nie, nie zapomniałem, ale dla mnie LiD, czy SdRP, czy SLD z przystawkami, czy PZPR to to samo i tą kartę dawno już uznałem za trefną, gdy musiałem stać za ogonami w kolejce i kupować cukier oraz benzynę na kartki. Dziękuję również za tamto państwo solidarne. Człowiek potrzebny jest tylko w dniu wyborów. Wszyscy kandydaci traktują dziś politykę tylko jako sposób na życie Zamiast wolnego rynku jest wolna amerykanka. Niech się sami tasują.

Cóż zatem? Zatem pozostaje mi bierne nieposłuszeństwo i po raz pierwszy w dorosłym życiu nie dać się nabrać na głodne kawałki rozjuszonych świń do koryta. Nie idę na wybory! Przy tej ordynacji wyborczej, przy tych nieudolnych sądach i bezpańskiej biurokracji i z tymi przywilejami dla wiodących partii politycznych; przy braku elementarnej kontroli społecznej mój głos będzie tylko legitymizował kolejne rozbójnicze rządy! Nie wybiera się żadnego zła. Obecni na dzieleniu łupów nie mają racji! Nie chodzi o anarchizację życia, ale tylko niska frekwencja zmusi przyszłych posłów do zmiany przepisów i ordynacji wyborczej, by do parlamentów nie dostawali się ci sami dożywotni próżniacy.

socjolog

Z notatnika Jelenia

Z notatnika Jelenia

Prezes Ruchu Ochrony Praw Obywatelskich i Walki z Korupcją zamknął swoje biuro na ul Drzymały 25 w Jeleniej Górze. Likwidację stowarzyszenia wobec braku wdzięczności ludzkiej obiecał już pod koniec ubiegłego roku, ale dał się niestety po raz kolejny zwieść słodkim obietnicom pseudo wolontariuszy. Po raz kolejny również „na finiszu” doświadczył niezrozumiałych ataków ze strony „przyjaciół”, którzy przebudzili się nagle do działania. Jest takie powiedzenie – „Lepiej z mądrym zgubić, jak z głupim znaleźć”. Obecnie jedynym czynnym, społecznym Biurem Porad Obywatelskich jest biuro pani Danuty Rybickiej-Jakubiec zlokalizowane przy ul. Złotnicza 8/1 w Jeleniej Górze, które walczy z patologią władzy i świadczy usługi doradcze dla ludności. Życzymy jej powodzenia…

*

Stefan Niesiołowski (obecnie senator PO) podpisał w ciemno pani Danucie Sulewskiej własną samokrytykę i złorzeczenia na siebie. Podobnie w ciemno usiadł razem przy stoliku w Jeleniej Górze i towarzyszył w kampanii wyborczej byłej posłance PO Beacie Sawickiej tuż przed jej aresztowaniem za przyjęcie łapówki od funkcjonariusza CBA. I niby profesor, i niby ziemianin o wielkich tradycjach patriotycznych, a „ślepiec”. Takich to właśnie entomologów bezkręgowych mamy wybierać (foto: www.jelonka.com)…

*

Byłem niedawno przypadkiem w pięknej Legnicy. Gdzie Jeleniej Górze mierzyć się z tą „metropolią”. Tam są i przejścia naziemne i podziemne, tam buduje się Galerię Focus bodajże (jedna Galeria PIASTÓW już funkcjonuje), tam jest w samym centrum Media Markt nie dla idiotów, a u nas filozofia praktyczna lokalnych włodarzy jest na poziomie Kodłutowa (wioska w Ciechanowskiem). Przy okazji spotkałem tam senatora Tadeusza Lewandowskiego na „gościnnych występach”…

*

Miasto Jelenia Góra remontuje od kilku miesięcy spory odcinek Al. Jana Pawła II narażając kierowców na kilkusetmetrowe korki. Koszt inwestycji ponoć, to około dwóch milionów złotych. Wymieniają krawężniki, zrywają całkiem dobrą nawierzchnię i kładą taką samą nową. Twierdzę, że niepotrzebnie, bo codziennie jeździłem tym wiaduktem; jechali tam też kolarze na Tour de Pologne i nikt jakoś gumy nie złapał i kraksy nie było. Za te pieniądze można by wyremontować wiele mieszkań socjalnych lub naprawić faktycznie pilnie potrzebujące remontu podrzędne ulice w Jeleniej Górze. To jest jawna niegospodarność nawet jeśli są to środki z Unii Europejskiej…

*

W minioną sobotę odbyły się w Jeleniej Górze prawybory. Zorganizowało je koło Bramy Wojanowskiej Jeleniogórskie Forum Samorządowe. Zainteresowanie tym happeningiem było nikłe, również ze strony kandydatów do parlamentu. Nie bali się pokazać mieszkańcom tylko Józef Zabrzański – PiS, Marcin Zawiła – PO i Jerzy Liber – UPR. Do południa prowadziła Platforma Obywatelska, na którą głos oddało 167 mieszkańców, przed PiS – około pięćdziesięciu i ciut mniej LiD. Współpraca POPiS-u na dole wygląda zupełnie inaczej niż w centrali. Józef Zabrzański chętnie zapalił papierosa z Marcinem Zawiłą…

Jeleń

Ogary na start!

OGARY NA START!

„Pojedziemy na łów…”

 

Mamy wybory. Kolejne. Tym razem do upolowania jest kasa parlamentarna.

Tak jak przypuszczałem, niektórym trafi się kąsek w przyśpieszonych wyborach.

Tu i ówdzie widać już ruchy pobudzonych kundli, wabionych farbą mamony.

Na początku jest sygnał, odprawa, chrzest bojowy, losowanie stanowisk i obwodów oraz pasowanie (na listach wyborczych). Oczywiście dla gapiów przedstawiany jest inny regulamin gonitwy.

Jest odpowiednia oprawa łowów (program wyborczy), są pompatyczne deklaracje, ślubowanie (obietnice wyborcze), są przedbiegi i hasła (prawybory), są spotkania towarzyskie (wiece wyborcze), są pikniki (kiełbasa wyborcza), są towarzyszące akcje charytatywne (ochłapy dla ubogich), jest reklama wyścigów (bilbordy), jest granie na rogu… ulicy (discopolo). Jest zabieganie o względy trendowatych mediów i modły o wsparcie imprezy przez znośne autorytety publiczne. Są rankingi championów i prezentacja dotychczasowych trofeów. Są mocne drużyny, są doraźne sojusze i są różne koligacje.

Ceremoniał rozpoczyna stanie na ambonie. Potem jest tropienie i ściganie. Są kłusownicy, naganki, polowanie na prowadzących, eliminowanie konkurencji i podkładanie świni zamiast młodej łani. Jest dziczyzna. Są szybkie charty i głodne wilki. Są orły i chmara jeleni. Są opierzone kaczki, są stare lisy i młode jastrzębie. Są byki łosi, szaraki i cielęta. Są tchórze i jest wycie skunksów.

Wkrótce będzie pokot, znakowanie i koronacja. Spijanie miodu, spółkowanie pod stołem i kac moralny. Jak zawsze po fazie delektowania się ucztą zwycięstwa przyjdzie czkawka na płochaczy. Czkawka wyborcza dla zziajanego elektoratu…

Grzegorz Niedźwiecki

Z notatnika Jelenia

Z notatnika Jelenia

Lokalne media spekulują kto w najbliższych wyborach z Platformy Obywatelskiej wybiera się do parlamentu. Prezydent Jeleniej Góry Marek Obrębalski ma startować ponoć do sejmu, przewodniczący Rady Miejskiej Hubet Papaj do senatu, a z-ca prezydenta Jerzy Łużniak może awansować na pierwszego w tym mieście. I pewnie wszyscy mają szanse, bo tak wskazują sondaże. Ludzie to mają szczęście do kariery „od pucybuta do milionera”. Nie trzeba nic umieć, nie trzeba nic robić, wystarczy należeć do dobrej „mafii”…

*

Z lokalnych środków masowego przekazu dowiedziałem się również, że lider lokalnego PiS Ireneusz Łojek rozpychając się łokciami został dyrektorem Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS w Szklarskiej Porębie. Odczucia mam w tym przypadku takie jak powyżej. To wszystko zapewne w imię zasad, walki z układem, lepszego i przejrzystego (vide wybór Wojciecha Leszczyka na radnego) państwa. Szkoda tylko, że wszelkie sygnały z dołu o nieprawidłowościach i propozycje pomocy w walce z korupcją zostają przemilczane. Oby bracia Kaczyńscy za jakiś czas znowu tak jak w przypadku Marcinkiewicza, Kaczmarka i Kornatowskiego nie tłumaczyli, że pomyłki do współpracowników się zdarzają…

*

I tu nie będę odkrywczy. Pełniącym obowiązki prokuratora okręgowego w Jeleniej Górze po przeszło półrocznym wakacie na tym stanowisku został Piotr Kowalczyk, prokurator z Legnicy, ostatnio zatrudniony w wydziale przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu. Odkrywczy poza jednym. Wierzę, że mamy swój udział w zablokowaniu kandydatury miejscowego prokuratora Krzysztofa Domagały na tą funkcję i mam nadzieję, iż nie uwikłany w lokalne układy prokurator zrobi tu w końcu porządek…

*

W Radzie Miejskiej Jeleniej Góry wakacje chyba jeszcze trwają:

Sesje Rady Miejskiej

 

 

25.09.2007 r.

 

 9:00

 Wg porządku obrad.

 Komisja Rewizyjna

 

17.09.2007

13.00

Przygotowanie się do kontroli: Analiza funkcjonowania targowisk miejskich w latach 1997 – 2006

A na st
ronie internetowej miasta nadal nie ma zdjęć radnej Ewy Duziak i Grażyny Malczuk. O szerszych danych radnych zapomnieć…

*

Jakiś czas temu pewien obywatel otrzymał zwykły list z firmy windykacyjnej „P.R.E.S.C.O. sp. z o.o.” Centrum operacyjne z Piły, w którym zamieszczone było tajemnicze „ostateczne wezwanie do zapłaty” oraz przekaz pocztowy na kwotę 2119,72 zł. Postraszono ich za pośrednictwem poczty elektronicznej Miejskim Rzecznikiem Konsumenta w Jeleniej Górze panią Jadwigą Reder-Sadowską i groźby wyłudzenia ustały…

*

Brawa dla władz miasta Jeleniej Góry, funkcjonariuszy Policji i Straży Miejskiej w Jeleniej Górze za liczne patrole na skrzyżowaniach ulic, przejściach dla pieszych i dyżury przed szkołami w dniu rozpoczęcia roku szkolnego…

Jeleń

Z notatnika Jelenia

Z notatnika Jelenia

Zastępca Prezydenta Miasta Jeleniej Góry Jerzy Łużniak wstrzymał się z podjęciem decyzji w sprawie przydzielenia lokalu mieszkalnego Panu Michałowi Stokłosie do czasu zakończenia sprawy badanej przez Prokuraturę Rejonową w Jeleniej Górze z wniosku Pana Michała Stokłosy. A co ma piernik do wiatraka? Może chodzi o pociągniecie do odpowiedzialności Naczelnik Wydziału Mieszkaniowego Zofii Janochy i Pan Jurek uzależnia przydzielenie lokalu od obrotu sprawy?

*

Dr Marek Obrębalski po raz kolejny przekracza swoje uprawnienia i niedopełnia obowiązku służbowego. Wysłał tylko na Ruch Ochrony Praw Obywatelskich i Walki z Korupcją zwykłe pismo po rozprawie administracyjnej zamiast decyzję administracyjną, na którą przysługuje odwołanie. Ta organizacja społeczna jest stroną w postępowaniu w sprawie przydzielenia Panu Gabrielowi Skorek na rzecz małoletniej córki Pauliny mieszkania na Placu Ratuszowym, gdzie dotychczas zamieszkiwała z matką. Prezydent Miasta Jeleniej Góry wpadł na pomysł, aby przydzielić zgodnie z wyrokiem eksmisyjnym matce wraz córką, lokal socjalny na ul. Piłsudskiego, a mieszkanie na Placu Ratuszowym zamierza przejąć z pomocą komornika. Problem w tym, że matka już od dawna pozbawiona jest praw rodzicielskich do córki, a jedynym reprezentantem interesów Pauliny jest jej ojciec Gabriel…

*

Urzeczona felietonami dziennikarza Gazety Powiatowej Grzegorza Niedźwieckiego Elżbieta Jaworowicz, nakręciła materiał do programu „Sprawa dla reportera”. Chodzi o publikowane na łamach dwutygodnika reportaże „Jeleniogórski Kluska” i „Wystrychnięci na Dudka”. Sprawa dotyczy przedsiębiorcy agro-budowlanego Adama Dudka z Jeżowa Sudeckiego i naliczenia mu przez starostę jeleniogórskiego Jacka Włodygę przeszło 436 tys. zł opłaty eksploatacyjnej za wydobywanie kruszywa bez wymaganej koncesji. Bohater programu, który będziemy mieli okazję obejrzeć prawdopodobnie 28 sierpnia na antenie programu 1 TVP, ma rzucane kłody pod nagi przez władze powiatu i nie może zrealizować zaplanowanej inwestycji w postaci grilowisk dla mieszkańców i brodzików dla dzieci na swoich gruntach….

*

Naczelnik Wydziału Spraw Obywatelskich Krystyna Chyczewska wymeldowała pod koniec 2004 roku Pana Józefa Andrejków z lokalu mieszkalnego na podstawie uchylonego wyroku sądowego o eksmisję. W dniu wydania decyzji obowiązywał bowiem już drugi wyrok o eksmisję, ale przyznający i uzależniający wymeldowanie od przydzielenia przez władze miasta Jeleniej Góry lokalu socjalnego. Nie dość, że ktoś poświadczył nieprawdę, to władze nie kwapią się jeszcze, żeby wznowić postępowanie, ani żeby w jakikolwiek sposób błąd naprawić, bądź krzywdę zrekompensować i szybko przydzielić Panu Józefowi lokal socjalny. Teraz, póki co, nie z własnej winy jest on bezdomnym i musi czekać nie wiadomo ile. Sprawa wybitnie kwalifikuje się do prokuratury…

*

Znajomy dostał mieszkanie na ul. Podchorążych w Jeleniej Górze, a raczej na ul. Kadetów, bo na taką właśnie ją zamienili. Psioczy na władze miasta, że musi wymieniać wszystkie dokumenty. Pal licho, że za darmo, ale czas, kolejki, i sam fakt. Żal mu też publicznych pieniędzy, bo mogły iść na remonty dróg – mówi. Zamienił Stryjek siekierkę na kijek…

Jeleń

Wspomnienia z wakacji

Wspomnienia z wakacji

Piotr K. przysiągł sobie na początku roku, że zrobi wszystko, aby w tym roku pojechać w końcu z dziećmi i żoną na wakacje nad morze. Od dziesięciu lat nie był na urlopie, bo go nie było stać. Jak powiedział, tak zrobił. Pojechał na miesiąc, w czerwcu do Irlandii na zarobek. Jakże się zdziwił po powrocie, gdy teściowa przywitała go słowami: „Co Piotruś, pojedziemy teraz z dziećmi na wieś, bo właśnie dzieci wróciły z mamą z nad morza z dwutygodniowych wczasów?” To był dla Piotrusia szok. Najzwyczajniej wykręcili go, zniweczyli jego plany i marzenie; może zostać teraz w domu. Psychologicznie go cały czas obrabiają, odciągają dzieci na każdym kroku. Z kompleksu jakiegoś budują dziwną przewagę zamiast prowadzić partnerski model rodziny. Takie wyścigi, kto pierwszy i kto więcej dogodzi dzieciom są chore. Nie wiedzą, że krzywdzą w ten sposób dzieci. Nawet stołują się osobno. Wydzielają mu tylko specjalne zadania. Żona Piotra K. po powrocie z pracy była strasznie zmęczona i nie miała siły kochać się z Piotrusiem. Inna sprawa, że nie wiedzieć czemu, już od wielu lat łóżko i pokój dzielą akurat z dzieckiem. To chyba wyjątkowy przypadek w tak dużym domu. Nie widziała nic złego w tym, że z bratową męża się spiknęła i pojechały z dziećmi nad morze, nie czekając na Piotrusia. Ciekawe, co czułaby w sytuacji odwrotnej? Taki policzek jest nie do wybaczenia. Niezależnie od faktu i żalu, że żona wykorzystała czas pracy męża – nie łajdactwa – do grzania tyłka w słońcu, to trudno pogodzić mu się z myślą, iż wyżej ceni obcych od ślubnego. Jakie trzeba mieć serce i uczucia, by nie czuć za drugą połowę? W reakcji obronnej udała jeszcze obrażoną i wysłała bezczelnie Piotrusia do agencji towarzyskiej lub na wódkę. To jest wzór żony i matki. A co Piotruś miał zrobić? Zdenerwował się i poszedł chlać tydzień czasu wynosząc fanty z domu. Jak wytrzeźwiał, to usłyszał, że żona jedzie jeszcze jednak z dziećmi i mamą na wieś. Piotruś w pierwszej chwili spytał jak sobie to wyobraża, wbiła mu nóż w plecy, zdradziła niejako jadąc z dziećmi oraz bratową, która się wcina między wódkę a zakąskę po kryjomu nad morze i jeszcze chce tatusia pozbawić przyjemności obcowania na resztę wakacji z dziećmi? Czemu nie pojechały na wieś jak Piotruś był w Irlandii? Nie dały szansy i przyjemności zrobić później wspólnej wycieczki nad morze? Zresztą uprzednio uzgodnionej? Po chwili jednak powiedział, kto kogo kamieniem, ten tego chlebem i wyraził zgodę na wyjazd. Sam za zarobione euro w Irlandii kupił pomnik zmarłemu przed dwoma laty ojcu, bo przecież drugi raz nad morze jechać i to osobno, to bezsens. Poza tym zły przykład dla dzieci. Mieli jechać razem. Żadne awersje nie są tłumaczeniem na nie. Czasem warto się poświęcać. Chyba, że ma się strach przed długiem wdzięczności. Najpierw się kogoś odrzuca, a potem się szuka przyjaciela. Do tego dochodzi nadgorliwość teściowej, a czasem upierdliwość teścia. Co ma często robić taki przegoniony Piotruś? Faktycznie nie zaproponowali mu nawet wspólnego wyjazdu na wieś. Potwierdza to tezę, iż w d. mają interes rodziny, dzieci, tylko własny. A przecież Piotruś był już w domu, chociaż i tak by tam nie pojechał, bo nie przyjąłby takiej rekompensaty. Najwyraźniej nie trawią jego towarzystwa. Na wsi siedzieli do ostatniej chwili. Nawet nie zadzwonili do domu powiedzieć kiedy przyjeżdżają, żeby odebrać ich z pociągu, ale z najlepszą koleżanką – bratową, był czas na zwierzenia telefoniczne. Gdy Piotruś zadzwonił do żony usłyszał, że tu są takie wrażania… A kto myśli o jego wrażeniach? Kiedyś go bardzo skaleczyli. Teraz się wstydzą jego, ale nie wstydzą się za siebie i swoje postępowanie. Albo nie chcą… Żona Piotrusia wypoczęła z bratową, wypoczęła z mamusią, teraz zaś cały rok będzie zmęczona dla męża. Jeszcze długo będą mieli oboje skrajne wspomnienia z tych wakacji żyjąc obok siebie. Piotruś do końca życia będzie miał ograniczone zaufanie do żony. Morał z tego taki, że mamusia świadomie zapracowała u dzieci na szacunek i lepsze uznanie, bo robiła im prezenty. Największą podłością jest granie dziećmi. To jest miłość iluzoryczna. Jeszcze jej kiedyś za to zapłacą. A tatuś, którego izolowali wyszedł póki co, na lumpa i snoba. Otoczenie ma często fałszywy obraz. Tak się perfidnie pracuje i zbiera argumenty, które w razie, czego można zawsze przed sądem wykorzystać do ewentualnej sprawy rozwodowej. Piotruś w każdej sytuacji jest przegrany, bo ma miękkie serce i słabą wolę. Jeden przeciwko dziesięciu nie da rady. I jak tu mieć motywację do pracy? Może jechać z powrotem do Irlandii, może jechać do Włoch, ale wybili mu to z głowy. Teraz będzie konflikt finansowy. Miałeś Chamie złoty róg… Żona nie ma obecnie moralnego prawa narzekać na brak pieniędzy. Piotruś nie przyjmie też ewentualnej raty za pomnik od bratowej, jak będzie chciała niech postawi kolejną wycieczkę jego żonie. Bratowa Piotrusia powinna teraz przez rok czasu prowadzać jego dzieci do przedszkola. Żona Piotrusia nie traktuje go jak męża, ale ma czelność chodzić z dziećmi do jego matki. Za pomnik Piotruś zapłacił 2400 zł. Za tak ciężko wypracowaną sumę, chciał zrobić rodzinie wakacje. Niestety te należą się widać tylko jednej stronie. A dzieci w szkole napiszą wypracowanie. Byliśmy nad morzem z mamą i ciocią, a po powrocie tata się upił z rozpaczy. Niech tylko spróbują wypomnieć mu, że nie dba o dzieci i się opier… Grób dziadka dzieci Piotrusia, będzie im dziś przypominał utracone najpiękniejsze wakacje z tatusiem w 2007 roku. Zawsze na Wszystkich Świętych będą mogli sobie usiąść z tatusiem na pomniku i poczuć zapach fal Bałtyku. Kto tu jest świnią, chamem i egoistą? Ten, co dba o własne wygody, uciechy towarzystwa, czy ten, co o wartości?

socjolog

 

Podtruwany czy alergik?

Podtruwany czy alergik?

Pan Włodzimierz K. skarży się od lat na cykliczne wydzielanie się dziwnych zapachów w jego mieszkaniu. A raczej na podtruwanie go przez sąsiadkę nieznanymi substancjami chemicznymi w budynku przy ul. Chełmońskiego w Jeleniej Górze. Wyziewy te mają ponoć miejsce w pokoju dziennym oraz sypialnym w godzinach późno wieczornych. Problem trwa od lipca 2000 roku i co rusz wzywane są przez pana Włodzimierza służby ratunkowe do interwencji i składane doniesienia do organów ścigania. Kilkadziesiąt razy już interweniowała Straż Pożarna, Straż Miejska i Policja. Wzywany był sanepid i alarmowane były instytucje centralne. Za każdym razem rzekomo nasilał się odór żrących substancji wydzielających spod podłogi lub dostających się do mieszkania na drugim piętrze przez okno. Żadna z wzywanych instytucji nie potwierdziła jednoznacznie o zaistniałym zagrożeniu. Jedni czują zapach smażonych ryb, drudzy nie mają odpowiednich urządzeń do zbadania powietrza zaraz po telefonie pana Włodzimierza. Straż Pożarna ma tylko urządzenia do wykrywania zbyt dużego stężenia metanu czy dwutlenku węgla w powietrzu; przyjeżdża jednakże za każdym razem po wezwaniu bez względu na porę dnia i nocy do pana Włodzimierza. Straż Pożarna pisze raporty, Straż Miejska notatki, Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny smaruje protokoły, a pan Włodzimierz systematycznie absorbuje nadal wszystkie służby włącznie z Prezydentem Miasta Jeleniej Góry. Zrywana już była podłoga, oskarżana sąsiadka i jej syn, że przywozi coś z zagranicy, być może potrzebna jest akcja CBŚ w celu wykrycia ewentualnej produkcji amfetaminy na Chełmońskiego żali się pan Włodzimierz przecierając załzawione oczy. Nie straszne mu groźby i żądania wpłaty 10.000 zł nawiązki za krzywdy moralne czującej się pomawianej sąsiadki. Niejedną noc nie przespał spokojnie, chodził do lekarza, nikt jednak do dziś nie orzekł co tak naprawdę jest problemem pana Włodzimierza i jego rodziny. To jednak nie tylko problem pana Włodzimierza, ale wydaje mi się, że jak najbardziej ogólnospołeczny i administracyjny. Wydawane są bowiem niebagatelne pieniądze publiczne na interwencje nic nie wnoszące, zaniedbywane być może inne obowiązki wymagające uzasadnionych interwencji. Uważam, iż trzeba definitywnie zbadać i określić to zjawisko, albo pana Włodzimierza obciążyć za każdy przyjazd ekipy ratowniczej, albo zbadać psychiatrycznie i nie przyjeżdżać więcej na interwencje. Pisały o tym różne gazety, prokuratura wydaje postanowienia o odmowie śledztwa, a publiczne pieniądze wydawane są nadal na bezskuteczne interwencje. To trzeba przerwać tą kołomyję panie Prezydencie, to trzeba przeciąć ten kołowrotek panie Komendancie, to trzeba skończyć ten cyrk panie Inspektorze. Ktoś musi wydać jednoznaczną decyzję w tej sprawie i albo potwierdzić oskarżenia pana Włodzimierza, albo stanowczo uznać je za bezzasadne i przestać marnować publiczne pieniądze na niepotrzebne interwencje. W innym przypadku konflikt nigdy nie wygaśnie, a prawdziwa tragedia wydarzy się gdzie indziej…

Gn