Protest Sulewskiej

Jelenia Góra, dnia 30 czerwca 2007 r.

Danuta Sulewska

ul. Czarnoleska 37
58-500 Jelenia Góra

zarejestrowane w sekretariacie Prezydenta Miasta
Jeleniej Góry SP/3410/07, wpłynęło 14 V 2007 r.


Gmina Jelenia Góra
Prezydent Miasta Jeleniej Góry
Plac Ratuszowy 58

Zawiadomienie

Zawiadamiam władze Miasta i Gminy Jeleniej Góry o mającej się odbywać
akcji protestacyjnej pt. „Wstyd Panowie Urzędnicy po raz Trzeci”
Akcję prowadzić będzie Danuta Sulewska ur. 12 marca 1950 roku,
zam. w Jeleniej Górze przy ul. Czarnoleskiej 37.

Program akcji polegał będzie na: rozdawaniu ulotek protestacyjnych, wpis do księgi
poszkodowanych, ustawieniu na czterech słupkach granicznych, tam gdzie powinny być od dawna wkopane, mojego gospodarstwa flag Państwowych Polski.
Informacja planszowa szt.4

Akcja odbędzie się w języku, polskim, niemieckim i angielskim o charakterze pokojowym.

Akcja odbywać się będzie od dnia Matki Boskiej Zielnej do dnia otrzymania decyzji ( 2-4 decyzji) od władz miasta, na które to czekam od jesieni 2005 r. i decyzji od Rady Miasta od 10 lutego 2007odnośnie naszego zrzeczenia się działki 103 na rzecz Miasta Gminy Jeleniej Góry – darowizna 20 arów.
Początek akcji o godz. 9 rano.

Akcja odbywać się będzie całodobowo.
Uczestniczyć może każdy, któremu zabrano bez uwłaszczenia grunty lub pomyłkowo błędnie
je obliczono i nie poprawiono z urzędu, na podstawie okazanych dokumentów.
Poszkodowani będą mile widziani w moim gospodarstwie.
Punkt informacyjny geodezyjny bezpłatny z terenu osiedla Czarne.

Gospodarstwo będzie zamknięte dla służb porządkowych miasta zgodnie z prawem
pt. „mój dom moja twierdza”.

Akcja jest moim protestem za fałszowanie prawdy i opieszałość urzędu.
Sprawa toczy się od maja 2000 r.

Otrzymują :
1. Sekretariat Prezydenta Miasta Jeleniej Góry
2. Media elektronicznie.

Danuta Sulewska

Od Redakcji

Pani Danuta Sulewska w uzupełnieniu swojego protestu pisze, m.in.:

Nie jestem jedyną osobą na Czarnym, której w wyniku pomiarów zniknęły grunty rażąco nie mieszczące się w granicach błędu pomiarów tak do 1 ara w 1996 roku jak i obecnie z dokładnością do 1m2./Protokół pomiarów z 1996r./


Tylko biegli geodeci sądowi wyjaśniali logicznie, kiedy dokonano błędów, ale nie chcąc szkodzić geodecie miejskiemu Aleksandrowi Ossowskiemu nie pisali za dużo prawdy. Aleksander Ossowski przecież zleca pomiary z urzędu i tu każdy kolega może zarobić.

Nie dokonuje się pomiarów z urzędu w terenie /przykład moja działka 50/ tylko dokonuje się pomiary na mapach i bierze grube pieniądze z kasy państwowej, najbardziej płatne jest rozgraniczenie od 1.800 zł.

W mojej sprawie drugie rozgraniczenie działki 103, gdzie rzekomo dokonano pomyłki i dopisano mnie 741m2 moczarów w zamian za przywłaszczoną bez uwłaszczenia moją drogę, nadal nie pokazują dokumentów pierwotnych map. To, że droga powstała z powierzchni mojej działki przyznaje geodeta, biegły geodeta Janusz Czajkowski, który na zlecenie miasta /geodety Ossowskiego/ oględnie wypowiada się w swojej ocenie działań pana Ossowskiego a co innego mówi w Prokuraturze Rejonowej w sprawie 1 Ds 3617/06, gdzie nie ma żadnych map, na których wykonano projekt do wykonania nawierzchni i nie okazano granicy z moją działką nr 50 obecnie 50/2 z ul. Poziomkową. Postępowanie umorzono na etapie śledztwa wyrok KP383/07 z dnia 21 czerwca 2007 gdzie odniosłam wrażenie, iż był on ustalony wcześniej z Prezesem Sądu. Mimo nakazu „do poprawki” jednostki nadzorującej geodezję, Samorządowego Kolegium Odwoławczego również. Okazanie granicy było w dniu 02.10.2006 r. podpisałam mimo pomniejszenia na dł. 83,20 mb mojej działki 50 obecnie 50/2 o 30 cm. Już w tym dniu spisano notatkę służbową dla zabezpieczenia swoich pozycji.

Ale jak to się dzieje, że działka 50 obecnie 50/2 przy każdych pomiarach zmniejsza swoją powierzchnię w rażący niewytłumaczalny fakt. Dowód: w 1980 roku ma powierzchnie 1.61.00 ha w 2002 roku po sprzedaży tylko 19 m2 na działkę 50/1 brakuje już 389 m2 a obecnie 477m2. Na jakiej podstawie i w granicach jakich błędów pomiarowych 1 ara lub 1m2. Natomiast działka 13/2 została sprzedana wraz z drogą powiatową w 1996 r. brakuje 449 m2 rok po zakupie dzisiaj 978 m2.”

 

Dodaje przy tym pani Sulewska, że:

„Jelenia Góra to bardzo małe miasto. Obecny vice prezydent Jerzy Łużniak będąc radnym potrafił zamienić działki zalewowe na tereny budowlane chyba na złość mnie i to w krótkim czasie. Były Prezydent Józef Kusiak wydał zarządzenie nr 295/05. Teraz z moich okien widzę jak syn kolegi obecnego dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jeleniej Górze ul. Ptasia 2 pana Czesława Wandzla buduje dom. Ale aby dojazd do domku był asfaltowy nie załatwiają zezwolenia na wycinkę mojego żywopłotu na mojej posesji o długości 33 mb i wycinkę 2 brzóz rosnących kiedyś na mojej posesji. Przy wcześniejszych pomiarach rosnących na granicy działki 50 a obecnie już rosną po za moją działką. Mamy „fruwające graniczniki”, które przemieszczają się w zależności, który geodeta jakie ma oko.”

Gn

Z notatnika Jelenia

Z notatnika Jelenia

 

Po publikacji w nr 11 Gazety Powiatowej artykułu „Kłopoty z KSON” pan Kazimierz M. otrzymał zwrot pieniędzy za niewykorzystany z powodu nagłej choroby przejazd na turnus rehabilitacyjny do Międzywodzia. Prezes Stanisław Schubert, tak jak sądziłem, stanął na wysokości zadania i wysłał biednemu inwalidzie wpłacone wcześniej 120 zł, potrącając jedynie 6 zł kosztów przesyłki. Wierzę, że po tym ludzkim odruchu ustaną złośliwe głosy na temat złej atmosfery w Karkonoskim Sejmiku Osób Niepełnosprawnych…

*

Prokuratura Rejonowa w Jeleniej Górze zamknęła śledztwo w sprawie niezwykle drogiego remontu budynku przy ul. Skarżyńskiego 6 w Jeleniej Górze. W uzasadnieniu postanowienia, które otrzymała Anna C., podano, że zebrany materiał dowodowy w pełni pozwala już na wydanie merytorycznej decyzji w tej sprawie. Teraz należy się chyba spodziewać aktu oskarżenia zarówno przeciwko wykonawcy jak i dyrekcji ZGL „Północ” w Jeleniej Górze, która zleciła ten remont bez przetargu „swojemu” wykonawcy…

*

EkipaSprawy dla reportera” z redaktor Elżbietą Jaworowicz na czele kręciła zdjęcia do programu opartego na cyklu reportaży piszącego tu dziennikarza związanych z wystawieniem przez starostę Jacka Włodygę rachunku za opłatę eksploatacyjną rumoszu na prywatnym polu w wysokości 436 tysięcy zł bez koncesji jednemu z przedsiębiorców agro-turystycznych w Jeżowie Sudeckim. W dniu drukowania GP kręcone mają być zdjęcia w studio TVP1, a w miesiącu sierpniu obejrzymy całość na ekranach telewizorów…

*

Bohater innego reportażu G.N. opublikowanego w Gazecie Powiatowej w ostatniej chwili zrezygnował niestety z udziału w programie społecznym Jolanty Krysowatej. Andrzej S. wysiadł z pociągu jadącego już do Warszawy po tym jak  autor tej szpalty zaaranżował mu spotkanie i udział w programie „Nasze dzieci”…

*

Mieszkańcy budynku nr 2 przy ul. Świętojańskiej skarżą się do prezydenta miasta Jeleniej Góry, że od dłuższego czasu mają nieczynną latarnię przy skrzyżowaniu z ul. Drzymały. Wieczorem strach przejść; osoby starsze i dzieci są stale zaczepiane przez pijaków stojących pod sklepem. Skarżą się chyba na Berdyczów; prezydent Obrębalski nie zna terminów kpa, albowiem wniosek o przywrócenie oświetlenia i wycięcie dwóch dzikich śliw zawisł gdzieś już blisko cztery miesiące…

Jeleń

Wakacje

Szczęśliwej drogi już czas…

 

Pod takim hasłem odbyło się w czwartek 21 czerwca uroczyste zakończenie roku szkolnego w Gimnazjum nr 4 w Jeleniej Górze. W tym dniu pożegnano klasy trzecie. Zakończenie klas pierwszych i drugich odbyło się nazajutrz w piątek. W uroczystości zorganizowanej w sali gimnastycznej udział wzięli Prezydent Miasta Jeleniej Góry dr Marek Obrębalski i jego zastępca Jerzy Łużniak. Wśród zaproszonych gości obecny był również Przewodniczący Rady Miejskiej Jeleniej Góry Hubert Papaj oraz nieliczni radni lokalnego samorządu, w tym trzy niewiasty: Ewa Dudziak, Anna Ragiel i Grażyna Malczuk. Odczytano listy gratulacyjne posłanki na sejm Marzeny Machałek i posła SLD Jerzego Szmajdzińskiego. Reprezentant Rady Rodziców i organizator sponsorów Janusz Śliwiński szczególnie ciepło przywitał panią Jadwigę Kuźmicz – prezesa byłego Klubu Tajnego Nauczania. Za wyróżnienia w nauce i zachowaniu oraz za osiągnięcia sportowe, a także laureatom konkursu chemicznego wręczono najlepszym dyplomy i nagrody w postaci odtwarzaczy MP3 i książek. Jednym z hojniejszych darczyńców był radny PiS Józef Zabrzański. Osobistą paczkę suwenirów w imieniu klubu radnych LiD wręczył uczniom radny Jerzy Pleskot. Najczęściej wyróżnianą osobą była najzdolniejsza uczennica Paulina Mijakowska. Dostało się też wyróżnienia i kwiaty aktywnym rodzicom. Było sporo przemówień i patosu. Do tablicy dał się wywołać skonsternowany Prezydent Obrębalski; nie zdała na 6 egzaminu dyrektor gimnazjum mgr Beata Toczek, która z wrażenia zapomniała o końcowym programie artystycznym. Na szczęście młodzież wcale nie żyła już wakacjami i dała popis swoich zdolności aktorskich. Widać było, że kochają szkołę i kadrę pedagogiczną; absolwenci i żegnający ich uczniowie klas drugich bawili się świetnie i przeżywali to wydarzenie zarówno uśmiechem radości jak i łzami wzruszenia. Były, skacze, wiersze i piosenki, a nawet wspaniały polonez wytańczony przez odchodzących uczniów. I ja tam byłem, choć kawy nie wypiłem, różę swą młodej dziewce odstąpiłem, ile się ubawiłem ten się nie dowie, kto to stracił. Około stu pięćdziesięciu absolwentów z pięciu klas opuściło mury Gimnazjum nr 4 w Jeleniej Górze. Teraz czas na wakacje, pierwsze miłości, słońce i wodę. A po powrocie, z doładowanymi akumulatorami, trzeba będzie wybrać szczęśliwą drogę dalszej edukacji. Ech, jak ja im zazdroszczę…

Grzegorz Niedźwiecki

Polityczna cieczka

Polityczna cieczka

Mija prawie połowa kadencji parlamentu, drugi rok rządów IV już ponoć RP. Teoretycznie jesteśmy w środku Europy; w centrum rozwojowym, ekonomicznym i gospodarczym. Teoretycznie ludzie powinni być zadowoleni, a politycy zajmować się tylko udoskonalaniem prawa. Tymczasem politycy karmią nas nieustannie bełkotliwą propagandą; jedni sukcesu, drudzy kryzysu demokracji. Serwują nam polityczne orgie; kongresy za kongresami i konferencje za konferencjami, na których wzajemnie przerzucają się odpowiedzialnością za niedomagania systemu społeczno-ekonomicznego. W praktyce z demokracją ma to niewiele wspólnego. Ślinią się wszyscy i wdzięczą w TiVi jak suka przed rują. Zarówno jedni, jak i drudzy potrzebują tylko naszych głosów w wyborach za dwa lata; nie potrzebują naszych rad, naszej czynnej obecności w życiu polityczno-gospodarczym. Jedni, tzw. Prawica i drudzy, tzw. Lewica (a czasem centrum) wiedzą najlepiej czego nam potrzeba i karmią nas własną papką polityczną, krytyką przeciwników i pseudoprogramami. Kolejny rząd koncentruje całą swoją energię na zwalczaniu opozycji, a ludzie pozostawieni są samemu sobie. Konstytucyjna część dotycząca praw i obowiązków, działa tylko w jedną stronę – przeciwko obywatelowi. Politycy zajmują się „reformą” szkolnictwa – dziś na topie jest Dmowski, służby zdrowia – płakać i płacić, rolnictwa – biurokracja w podatkach i ubezpieczeniach, podatkiem liniowym – bez minimum socjalnego i przyzwoitej kwoty wolnej od podatków. Politycy uprawiają partiokrację i tylko za pomocą skrobanki przy ordynacji wyborczej chcą zmusić nas do głosowania. Żądzą nami perwersyjne sekty, gdzie ruchliwość społeczna odbywa się na ołtarzu publicznym. Przy tych zbiorowych stosunkach mikrostruktur panuje totalna antykoncepcja i płodzenie głupot. Żaden guru nie przyzna się do błędu i nie zaproponuje wolności wyboru, tylko chce przykryć kryzys zaufania społecznego do polityków za pomocą wydłużenia ilości dni głosowania, obniżenia progu wyborczego, wprowadzenia okręgów jednomandatowych dla tych, co mają kasę. A przecież wystarczy wprowadzić sprawiedliwe, przyzwoite, równe dla wszystkich zasady głosowania. Parlamentarzystą powinien być tylko człowiek z odpowiednim wykształceniem, niekarany, który uzyska bezpośrednio największą ilość głosów. Dodatkowo powinni wprowadzić tak jak w przypadku referendów 30 % próg wyborczy ważności wyborów i ustanowić realne diety politykom w stosunku do pensji najciężej pracujących. Wówczas ludzie wiedzieliby czy zagłosują na właściwego człowieka, na ideologa, czy mają możliwość ukarać polityków za ignorowanie społecznych nastrojów, niedotrzymanie obietnic wyborczych i gwałcenie godności ludzkiej w trakcie kadencji. A nie, jak trwoga, to do Internetu zagonić. Dopóki obywatele nie będą mieli ostrego pejcza na polityków, dopóty polityczna cieczka będzie trwać. Wystarczy pięć minut do szczęścia. Uczciwie podzielić wypracowany dochód narodowy. Wprowadzić m.in. zakaz finansowania partii politycznych z budżetu państwa i zlikwidować przywileje władzy. I najważniejsze. Kiedy urzędnik państwowy będzie płacił z własnej kieszeni za samowole i błędne decyzje? Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla akceptowania biedy w Polsce; bezrobocia, niskich zarobków, emigracji za chlebem. Coraz bardziej zarysował się podział na dwa światy. Wszechwładna mniejszość bezdusznych bossów partyjnych. I bezsilna większość rozpierzchłego społeczeństwa. Przy takim uspołecznieniu, przy tym układzie sił nie ma szans na rozwiązanie jakiegokolwiek konfliktu społecznego. Im bliżej wyborów, tym silniej się podniecają i gonią homopoliticus. Jawnie zbaczają już z wcześniej głoszonych ideałów i w kierunku tworzenia prawa pod siebie. Nie dajmy się wiecznie gwałcić. Oni wszyscy już byli, oni wszyscy oszukali, zboczeńcy muszą odejść!

socjolog

 

Wystrychnięci na Dudka

Wystrychnięci na Dudka

c.d. „Folwarku Włodygi”

 

W reportażu zatytułowanym „Jeleniogórski Kluska” pisałem już o kontrowersyjnej decyzji Starosty Jeleniogórskiego wymierzającej panu Adamowi Dudkowi opłatę eksploatacyjną w wysokości 436.227,20 zł za wydobywanie kopaliny bez wymaganej koncesji z terenu położonego na jego działce. Dziś postaram się rozszerzyć ten temat o losy kolejnego rolnika odsłaniając do reszty kulisy postępowania Starosty Jacka Włodygi i Dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Piotra Włodarkiewicza.

Pan Aleksander Bogdan, biedny rencista, amator myślistwa, odziedziczył w ostatnich latach ubiegłego stulecia gospodarstwo rolne w Jeżowie Sudeckim wraz ze stawem hodowlanym po swoim wuju, gajowym, Zygmuncie Zabłockim. Odziedziczył ze wszystkimi prawami i obowiązkami, w tym z bezterminowym pozwoleniem wodnoprawnym na pobór i odprowadzanie wody oraz gromadzenie i piętrzenie wody w stawie rybnym. Pan Bogdan hodowałby sobie spokojnie rybki do dziś na własne potrzeby i wszystko byłoby w porządku, gdyby w jego sąsiedztwie nie rozgościł się pan Edward Mądracki (wraz z małżonką), który kupił po lewej stronie działkę od innego rolnika. A rozgościł się na dobre i wbrew wszelkim przepisom i normom współżycia społecznego. Na początku wykopał bez pozwolenia staw na powierzchni około 40 arów (ponoć na 4 m głęboki), zasypując opaskę brzegową wokół stawu Zygmunta Zabłockiego i przytulając się do jego grobli. Mało tego, lustro wody położone jest powyżej stawu będącego obecnie własnością pana Bogdana i usypana z gruzu grobla przesiąka już grożąc podtopieniem i zalaniem okolicznych łąk. Buńczuczny „gospodarz”, pomijając samowole budowlane, zamiast odprowadzić wodę z uruchomionego stawu do najbliższego strumyka „Szumiąca”, to podłączył się do pozostałej części opaski brzegowej poprzednika pana Bogdana rozmywając przy zrzucie wody i zabagniając wciąż jego działkę.

Czynny udział, dziwny interes przy podejmowaniu decyzji o wydanie pozwolenia wodnoprawnego w 1995 roku dla państwa Mądrackich miał Piotr Włodarkiewicz, wówczas Zastępca Dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego w Jeleniej Górze. Podpisał on protokół z rozprawy, w której bez wiedzy i pełnomocnictwa chorego gajowego Zygmunta Zabłockiego zastąpił go jego brat Aleksander z Jeleniej Góry, wówczas poborca skarbowy, u którego dyrektor Włodarkiewicz garażował swój samochód. Na podstawie tych machlojek wydano państwu Mądrackim pozwolenie wodnoprawne na szczególne korzystanie z wód. Pan Edward Mądracki jest ponoć emerytowanym żołnierzem LWP, często widywanym na „dywaniku” u postkomunistycznych urzędników. O ile pierwsze decyzje uległy już przedawnieniu, jeśli chodzi o ściganie karne z art. 231 § 1 kk, to dziwnym jest, że nikt nie wszczął jeszcze postępowania w sprawie przekroczenia uprawnień przy ponownym wydaniu pozwolenia wodnoprawnego zaradnemu żołnierzowi, po wykopaniu przez niego w roku 2002 kolejnych dwóch stawów obok już istniejącego. Decyzję OŚR.IV-6223/35/05 dnia 30.11.2005 r. ze świadomością braku pozwoleń na budowę i z wiedzą co do okoliczności z przeszłości podpisał z upoważnienia Starosty Piotr Włodarkiewicz – obecnie Dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Powiatu Jeleniogórskiego.

Żeby było ciekawiej, Edward Mądracki wykopał rów doprowadzający wodę do swoich stawów oraz zbudował dziką zastawkę wodną na działce należącej do wspomnianego na wstępie Adama Dudka i „steruje” strumieniami oraz rozlewiskami według własnego uznania. Zbuntowany przedsiębiorca agro-budowlany stanął zarówno w obronie nowego myśliwego jak i swojej i zgłosił sprawę do nadzoru budowlanego. W odwecie Edward Mądracki doniósł na Adama Dudka, ze ów wykopał na swoim polu dużą jamę (vide „Jeleniogórski Kluska”). SLD-owski Starosta, w imieniu którego po linii politycznej usłużnie działa kolega żołnierza dyrektor Włodarkiewicz nasłał kontrolę Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska na staw pana Bogdana i żąda nagle od niego uzyskania decyzji wodnoprawnej (ca. 5 tys. zł) strasząc karami (grzywny i więzienia), mimo iż nie korzysta on z wód w sposób szczególny, czyli pobór wody nie przekracza 5 m³ na dobę. Niepokornemu zaś „solidaruchowi” Dudkowi, który niwelował pochopnie swój teren pod agroturystyczne brodziki wymierzył sowitą opłatę za urobek kopaliny bez wymaganej koncesji.

W myśl art. 32 Konstytucji RP Edward Mądracki winien zapłacić około 1 mln zł opłaty eksploatacyjnej za wykopanie potężnych dołów bez wymaganej koncesji. Czekamy zatem na decyzje, tym bardziej, że czynności te akurat przyniosły już temu inwestorowi wymierną korzyść gospodarczą w postaci handlu rybkami. Na razie Dolnośląski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego uchylił na wniosek Adama Dudka decyzję PINB legalizującą samowolę budowlaną Edwarda Mądrackiego w postaci wybudowania stawu hodowlanego, Starosta Jeleniogórski zmuszony został przez Wojewodę Dolnośląskiego do wygaszenia pozwolenia wodnoprawnego Edwardowi Mądrackiemu z 1995 roku na pierwszy staw i zawieszenia postępowania wodnoprawnego na pozostałe stawy, a Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska po wielu „strzałach” biednego myśliwego odstąpił chwilowo od wykonania obowiązku nałożonego wcześniej zarządzeniem w przedmiocie żądania od Aleksandra Bogdana przedłożenia dokumentów w celu uzyskania nowego (aktualne jest z 1970 roku) pozwolenia wodnoprawnego na funkcjonującą od dziesięcioleci sadzawkę. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło również i przekazało do ponownego rozpatrzenia decyzję Staros
ty Jeleniogórskiego wymierzającą opłatę eksploatacyjną Adamowi Dudkowi, ale macki lokalnych notabli są jeszcze nadal szerokie i silne…

Reasumując, jeden „rolnik”, bliski urzędnikom więzami politycznej krwi, może wykopać bez pozwolenia na budowę trzy potężne doły, wydobyć kopalinę bez żadnych opłat eksploatacyjnych, wybudować nielegalnie stawy hodowlane kosztem obcych urządzeń melioracyjnych, usypać nietrwałe groble o kształcie urwiska i hodować masowo rybki, które z przegęszczenia tonami zresztą zdychają. Może też palić z wiatrem na dom starszej sąsiadki (kolejny świadek) różne śmieci wymagające utylizacji typu: folia, papa czy opony bez żadnych konsekwencji. Drudzy, mający dożywotnio wszelkie pozwolenia muszą chodzić na kolanach, a raczej taplać się po kolana w błocie na swoim terenie z winy tego pierwszego. Edward Mądracki dewastuje Aleksandrowi Bogdanowi teren, a ten musi nie tylko solidarnie ponosić koszty jego naprawy i utrzymania, lecz wisi nad nim jeszcze groźba poważnych klęsk nie tylko żywiołowych. Starosta wyraźnie stanął po stronie łamiącego prawo żołnierza i wystrychnął na dudka nie jednego Bogdana. Według słów pana Aleksandra, dyrektor Włodarkiewicz powiedział mu, że jeśli dalej będzie podskakiwał, to po jego stawie pozostanie tylko dołek. W normalnym państwie prawa taki urzędnik nie tylko nie miałby prawa wykonywania zawodu dożywotnio, ale gniłby długie lata w więzieniu za niegospodarność. Prawo i Sprawiedliwość najwyraźniej niestety nie funkcjonuje i nie rządzi jeszcze w naszej „czerwonej dolinie”. Centralne Biuro Antykorupcyjne wie o całej sprawie, ale cicho sza.

Jest szansa, żeby problemami tymi zajęła się „Sprawa dla reportera”. Byliśmy z tym w poniedziałek 4 czerwca w TVP w Warszawie. Na razie pani redaktor Elżbieta Jaworowicz sonduje, czy będą odpowiedni „aktorzy” do jej reality show. Sprawom tym przygląda się również biernie Prokurator Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze Maria Dziedzic.

Grzegorz Niedźwiecki

Szpital c.d.

List do redakcji

 

C.d. szpitala

Punkt krwiodawstwa organizuje WIELKĄ akcję pobierania krwi w Środę i Czwartek, wielka łaska oddam krew a mnie wywalą z pracy.

Czy nie można zorganizować takiej akcji w sobotę lub niedzielę? Przerasta to chyba możliwości organizacyjne tego szpitala. Zbliżają się wakacje i znów radio i TV będzie głośno lamentowało, że brak krwi, jakoś nikt dotąd nie zainteresował się kto rozwalił stary  duży Punkt Krwiodawstwa, po którym została obecna klitka w Szpitalu Wojewódzkim. Obecnym właścicielem Punkciku pobrań krwi jest Stacja Krwiodawstwa w Wałbrzychu, która zarabia ciężkie pieniądze na jeleniogórskiej krwi. Ciekawe jest to, że krew z Wałbrzycha
przywożą taksówki a nie karetki. Zastanawia mnie to czy  taka taxi wystawia „koguta” jak wiezie krew na ratunek życia w przypadku ciężkiego krwawienia. Moja leżąca na położnictwie Siostra potrzebowała  Immunoglobuliny (to taki lek), to przywieźli taksówką 1 ampułkę z  Stacji Krwiodawstwa w Wałbrzychu, a takich pacjentek jest kilka tygodniowo. Ostatnio dowiedziałam się, że krew, mocz pobrane  w POZ’ach do badań laboratoryjnych wywozi się do Wałbrzycha, Wrocławia, Legnicy itp. Krew i mocz jest badana po paru godzinach od momentu pobrania TO SKANDAL (jeszcze 2 lata temu robiono analizy w  szpitalnym laboratorium, ale obecny pan dyrektor zerwał umowy z POZ’ami) i znowu ktoś
inny zarabia a dyrektor lamentuje w TV, że Szpital nie ma pieniędzy. Obecny dyrektor (wrocławianin codzienne dojeżdżający do pracy z Wrocławia) startuje we wszystkich Wrocławskich konkursach na dyrekcyjne szpitalne stanowisko, jak na razie niestety bez skutku i robi wszystko żeby nasz szpital sprowadzić do rangi gminnego punktu znachorskiego, Jeżeli tak nie jest to dlaczego wywalił na zbitą twarz dr Pasler, dr Dobek też uciekła z tego szpitala (dr Rahman i dr Błażko też), i otworzyła mu pod nosem konkurencyjną
klinikę, Jakiś czas temu popularne badania robiło się na miejscu np. Helyokobakter i inne, a teraz wywozi się do!!! Wrocławia, jeszcze trochę a zlikwiduje parę specjalistycznych i dochodowych  oddziałów (na pewno przejmie je Wrocław),  jak to zrobi  to pewnie dostanie wymarzone stanowisko w swoim mieście, a  my w Jeleniej Górze to co najwyżej będziemy mogli wyleczyć czyraka na d., a z czymś poważniejszym zmuszeni  będziemy leczyć
się w  niech zgadnę  w W, W,  Wrocławiu????

 

wk-pacjent

Uśmiech dziecka

Uśmiech dziecka

   

Cóż może być ważniejszego od szczęścia dziecka?

Nie jestem pępkiem świata. Ja mogę wypić piwo, ale moje dziecko musi zjeść banana. Musi mieć loda, ciastko, cukierka. Musi mieć dzieciństwo. Bo okres dzieciństwa jest najważniejszy; jak kwiat tuberozy – zaniedbany, karłowacieje. Dzieci nie mogą czekać na reformy państwa, aż spełnią się obietnice polityków. Każdemu dziecku należą się wakacje, ferie, zielona szkoła. Każde ma prawo do szczęścia i poczucia bezpieczeństwa. Tu i teraz. Okres dzieciństwa jest wyjątkowy, jedyny, niepowtarzalny. Należy mu poświęcić szczególną troskę. Tylko roślinka pielęgnowana kwitnie radośnie. Wydaje potem dojrzałe owoce. Muszę jednak wiedzieć, że są takie dzieci, co nie mają ojca i matki. Nie ma im kto kupić cukierka. Piankę z mojego piwa zamienię na bezę dla dziecka z sierocińca. Pomodlę się też za dzieci poczęte, aby się mogły narodzić. Zdrowe i uśmiechnięte. Bo uśmiech dziecka, tak jak wieczorny pacierz, jest najważniejszy. Bez niego nie mógłbym zasnąć, nie śniąc koszmarów.

Jestem szczęśliwy. Mam dzieci zdrowe. Ale pamiętam o tych, co umarli niewinni. W wypadkach drogowych, katastrofach i wojnach; z głodu i zimna. O ofiarach nieszczęść i samobójstw. O dzieciach przemocy i dzieciach mordercach. To nie ich wina. To wina nasza, dorosłych. A może my nie byliśmy dziećmi, nie mieliśmy dzieciństwa, i teraz się mścimy na naszych oseskach? Dlaczego brak nam czułości, wrażliwości?

Nie mam majątku, nie mam pracy, nie mam pozycji, ale mam coś najważniejszego na świecie. Mam uśmiech dziecka. I chciałbym podzielić się nim z tymi, którym tego uśmiechu zabrakło. Z różnych powodów. Bo uśmiech dziecka jest najważniejszy. Każdego dziecka!

Wszystkim bezdzietnym, życzę takiej Wiktorii!

Grzegorz Niedźwiecki

Teraz Polska

„Teraz Polska” dla folwarku Obrębalskiego

   

Jelenia Góra została laureatem 1 edycji Konkursu „Teraz Polska” w kategorii Gmin Miejskich. Prócz naszego miasta wyróżniono jeszcze osiem gmin o różnej wielkości. Prezydent M. Obrębalski odebrał statuetkę Godła Promocyjnego „Teraz Polska” podczas gali w Teatrze Wielkim w Warszawie. Retransmisję Koncertu Galowego można było obejrzeć we wtorek (22.05) w TVP1 o godzinie 22.00. W roli prezentera wystąpił nasz „ziomek” Tomasz Kammel. Dzień wcześniej, w Belwederze odbyła się uroczystość wręczenia dyplomów gratulacyjnych przedstawicielom laureatów przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Celem tej edycji Konkursu było wyłonienie oraz wyróżnienie Godłem „Teraz Polska” najlepszych, pod względem gospodarności oraz atrakcyjności dla mieszkańców i przedsiębiorców, gmin w Polsce z podziałem na kryteria administracyjne i wielkościowe. W trakcie ocen Komisja Ekspertów szczególną uwagę zwracała ponoć na zagadnienia: polityki inwestycyjnej gminy, dostępność do infrastruktury technicznej, sposoby realizacji polityki społecznej, organizację i formę zarządzania Urzędu, oraz zakres działań Urzędu związanych z promocją gminy. Złośliwi mówią, że jedynym warunkiem nominacji było wniesienie opłaty rejestracyjnej w kwocie 500 zł oraz uiszczenie opłaty weryfikacyjnej, która dla Jeleniej Góry wynosiła 5000 PLN. Dodają przy tym, że jest to wyróżnienie fikcyjne, symboliczne, a koszty pośrednie są znacznie wyższe. Inni komentują, iż jest to sukces mieszkańców, albo poprzedniego prezydenta Józefa Kusiaka, po którym śmietankę spija tylko dr Obrębalski.

Patriotyzm lokalny nakazywałby mi powściągliwość w krytyce tego przypadku, ale Bóg jeden wie jak wyglądał wniosek złożony do kapituły konkursu. Rzeczywistość Jeleniej Góry jest bowiem taka, że gospodarność oraz atrakcyjność dla mieszkańców i przedsiębiorców jest tragiczna. Inwestycje najlepiej widać na rozgrzebanych od pół roku drogach miejskich (nota bene któryś raz z kolei ze względu na niedomagania infrastruktury technicznej), politykę społeczną realizuje się również sposobem sobie tylko znanym (nie mającym nic wspólnego z terminami kpa), organizacja i forma zarządzania Urzędu jest także wiecznie w powijakach, a zakres działań Urzędu związanych z promocją gminy najlepiej mogą podziwiać turyści i kibice sportowi wchodzący na Stadion Miejski od ul. Złotniczej. Mieszkańcy odrapanej kamienicy, zaułek W. Pola/Złotnicza, planują zgodnie z przysługującym Laureatom Konkursu uprawnieniem powiesić flagę z napisem „Teraz Polska” na ścianie budynku od strony podwórza po prawej stronie stadionu. Wizytówka będzie ciekawa, godna naśladowania…

Gn

 Jak zamierzali, tak zrobili

Dorosłe dzieci mają żal…

Dorosłe dzieci mają żal…

Pan Andrzej Spólnik jest idealnym przykładem do trawestacji słów legendarnej piosenki zespołu TURBO. Życie wywinęło mu niezły numer – ma zdrowe, śliczne dzieci, ale nie ma z nimi kontaktu. Nawet telefonicznego. W czerwcu 2002 roku Andrzej Spólnik zawiadomił Prokuraturę Rejonową w Jeleniej Górze, iż jego była żona Iwona Zacharczuk oraz jej ojciec Teodozy Zacharczuk uprowadzili małoletnich synów do USA.

Andrzej Spólnik z małżeństwa z Iwoną Spólnik z domu Zacharczuk posiada troje dzieci; Mateusza urodzonego we wrześniu 1997 roku, Rafała urodzonego w marcu 1999 roku i Michała urodzonego we wrześniu 2000 roku. Posiada głęboko w sercu.

W dniu 9.01.2001 roku Dolnośląski Urząd Wojewódzki wydał paszporty dla małoletnich Mateusza, Rafała i Michała Spólnik. Do wniosku o wydanie paszportu dla małoletnich oboje rodzice przedłożyli swą pisemna zgodę. Andrzej Spólnik podpisał zgodę w dniu 4 stycznia 2001 roku w obecności pracownika urzędu z myślą o bliskich wycieczkach.

W tym czasie już przed Sądem Okręgowym w Jeleniej Górze zawisła sprawa o rozwód z powództwa Iwony Spólnik. W lipcu 2001 roku Sąd Okręgowy rozwiązał małżeństwo przez rozwód bez orzekania o winie stron. Władzę rodzicielską powierzył matce dzieci ograniczając władzę rodzicielską ojca do ogólnego wglądu w wychowanie dzieci i prawa współdecydowania w istotnych sprawach dzieci.

Nauczyli go regułek i dat,
Nawbijali mu mądrości do łba,
Powtarzali, co mu wolno, co nie,
Przekonali, co jest dobre, co złe.

W październiku 2001 roku Andrzej Spólnik, przeczuwając najgorsze, poinformował Dolnośląski Urząd Wojewódzki o braku jego zgody na wyjazd dzieci poza granice kraju. Pisma o podobnej treści wysyłał także w grudniu 2001 roku. Jednocześnie wszczął, bezskutecznie, postępowania przed Sądem Rejonowym w Jeleniej Górze o unieważnienie paszportów dla małoletnich Mateusza, Rafała i Michała, co potwierdza notatka Sądu z dnia 12.08.2002 r. do Komisariatu Policji Jelenia Góra Zabobrze. W żadnej ze spraw niestety Sąd Rejonowy nie wydał zastrzeżenia w przedmiocie paszportów małoletnich.

W maju 2002 roku Iwona Zacharczuk, po rozwodzie wróciła do panieńskiego nazwiska, wraz z synami Mateuszem, Rafałem i Michałem otrzymali wizy na pobyt stały w USA. Po otrzymaniu wiz wyjechała wraz dziećmi do Stanów Zjednoczonych Ameryki, gdzie mieszka jej ojciec. Żeby było śmieszniej (naturalnie chodzi o uśmiech politowania), w dniu 9 lipca 2002 roku, już po „kidnapingu”, Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze Wydział III Rodzinny i Nieletnich określił kontakty ojca z dziećmi. Iwona Zacharczuk została zobowiązana do wydawania Andrzejowi Spólnikowi małoletnich dzieci w każdą pierwszą, trzecią i piątą, jeżeli jest w miesiącu sobotę miesiąca od godziny 11.00 do godziny 17.00. Przez ocean…?

Odmierzyli jedną miarą mu dzień,
Wyznaczyli czas na pracę i sen.
Nie zostało pominięte już nic,
Tylko jakoś wciąż on nie wie jak żyć.

Oczywiście Prokuratura Rejonowa w Jeleniej Górze wydała postanowienie o umorzeniu dochodzenia w sprawie uprowadzenia przez Iwonę Zacharczuk w miesiącu czerwcu 2002 r. w Jeleniej Górze trzech małoletnich synów Mateusza, Rafała i Michała Spólników do Stanów Zjednoczonych Ameryki, bo i nie mogła inaczej, albowiem jej działania nie wyczerpują znamion art. 211 kk. Stanowi on, że dopuszcza się przestępstwa ten, kto wbrew woli osoby powołanej do opieki lub nadzoru (wiem to z doświadczenia), uprowadza lub zatrzymuje małoletniego poniżej 15 lat. W tym przypadku, zgodnie z treścią wyroku rozwodowego, osobą powołaną do opieki i nadzoru nad małoletnimi była matka małoletnich.

No dobrze, matka nie popełniła przestępstwa w świetle obowiązującego prawa, ale czy nie popełnili grzechu zaniechania, naruszenia bezczynności, a może nawet przestępstwa niedopełnienia obowiązku służbowego funkcjonariusze „Paszportówki” i pracownicy jeleniogórskiego wymiaru sprawiedliwości? Czy to jest polityka prorodzinna?

Nauczyli go, że przyjaźń to fałsz,
Okłamali, że na wszystko jest czas.
Powtarzali, że nie wierzyć to błąd,< br />Przekonali, że spokojny jest dom.

W całej tej historii znacznie więcej miejsca zajmują osobiste dramaty ludzkie. Dorosłych, którzy jak dzieci brutalnie atakują się wzajemnie i obwiniają za rozpad tej podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina. Dzieci, które w dorosłe życie wejdą na takich przykrych doświadczeniach i izolacjonistycznych wzorcach. Do tego dochodzi emocjonalna ingerencja teścia i uwikłanie w ten konflikt osób trzecich. Żadne z oskarżeń Andrzeja Spólnika o przemoc i niegodne czyny nie znalazły potwierdzenia w orzeczeniach prokuratorskich. Bez względu na to, po czyjej stronie jest racja, nie wiem, jakie grzechy trzeba popełnić i nie wyobrażam sobie, jakie sumienie trzeba mieć, żeby skazać człowieka na karę dożywotniego pozbawienia kontaktów ze swoimi dziećmi. To byłaby dla mnie kara nie do zniesienia.

Odmierzyli mu każdy uśmiech i grosz.
Wyznaczyli niepozorny mu los.
Nie zostało pominięte już nic,
Tylko jakoś wciąż on nie wie jak żyć.

Aż chce się zawyć parafrazę refrenu piosenki zespołu TURBO, aby usłyszeli go w Los Angeles – mieście bezprawia (przyp. A.S.):

Dorosłe dzieci mają żal,
Za kiepski przepis na ten świat.
Dorosłe dzieci mają żal,
Że ktoś im tyle dzieci skradł.

Dalsze zwrotki tej ponadczasowej piosenki mogą być też retoryczną puentą tego dramatu:

Więc nauczymy się sami – na złość.

Spróbujemy, może uda się to.

Rozpoczniemy od początku nasz kurs,

Przekonamy się czy twardy ten mur.

 

Odmierzymy ile siły jest w nas.

Wyznaczymy sobie miejsce i czas.

A gdy zmienią się reguły tej gry,

Może w końcu odkryjemy, jak żyć.

 

Dorosłe dzieci mają żal… albo

W Kalifornii deszcz nie pada…

Grzegorz Niedźwiecki
 

 

Ps.

Każdy, kto chciałby w jakikolwiek sposób pomóc panu Andrzejowi, proszony jest o kontakt z autorem reportażu.

Dzieci uczęszczają obecnie do John B. Monlux elementary school street Bellaire ave, North Hollywood.