Archiwum kategorii: Bez kategorii

To była lipa

To była lipa

 

Mieszkańcy ulic Rodzinna i Westerplatte są oburzeni działaniami władz miasta Jeleniej Góry w przedmiocie ochrony środowiska naturalnego. Dnia 5 maja 2007 roku o godzinie 8.30 wycięto ponad stuletnią lipę przy ul. Rodzinnej 1 w Jeleniej Górze. Decyzję nr 91/07 z dnia 30.03.2007 r. podpisała Ewa Tomera – Naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa – żona radnego Platformy Obywatelskiej, przewodniczącego Komisji Rozwoju Wiesława Tomery. Opinię w tej sprawie wystawiła ponoć dendrolog M. Kwiatkowska, a na miejscu „gilotyny” byli obecni funkcjonariusze Straży Miejskie, o czym ma zaświadczać wpis do księgi zgłoszeń. Ciekawe, co na to radny Jerzy Pleskot z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, albowiem aktu ścięcia dokonano niemalże na jego oczach, tuż przed oknami jego mieszkania.

Pan Krzysztof Salamon i jego sąsiad mówią, że drzewo było całkiem zdrowe; nie straszne mu były nawet pioruny. Inne, znacznie młodsze położyły wichury, ale tą lipę trzeba było wyciąć, bo jak mówią okoliczni mieszkańcy, ktoś będzie budował garaże w tym miejscu. Okoliczne Wspólnoty Mieszkaniowe zarzucają władzom miasta Jeleniej Góry usunięcie drzewa z naruszeniem art. 83 ust. 1 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody. Wprawdzie przy korzeniu, jak każdemu stulatkowi, wdarła się już próchnica, ale jak zapewnia pan Salamon i przechodząca sąsiadka z małym dzieckiem, był to celowy sabotaż. Wskazują na drugą młodszą lipę stojącą obok, w której pniu u podstawy nawiercono otwór do środka, aby „dojrzewała”.

Po interwencji mieszkańców, na miejscu tragedii pojawił się nawet jakiś dziennikarz, ale dostał łapówkę od inicjatorów akcji w postaci kawałka lipy na rzeźbę i sobie poszedł. To była stara lipa, albo lipą była decyzja władz miasta Jeleniej Góry…

socjolog

Masz głos, masz wybór

Masz głos, masz wybór

 

OŚWIADCZENIE

 

Ruch Ochrony Praw Obywatelskich i Walki z Korupcją rezygnuje z uczestniczenia w akcji „Masz głos, masz wybór” w koalicji z podmiotami, które opacznie rozumują inicjatywę Fundacji im. Stefana Batorego i Stowarzyszenia Szkoła Liderów. Według naszej wiedzy przedmiotem akcji nie ma być wyręczanie społeczne (a właściwie z żądzy pozyskania grantów w wysokości 2000 zł) działu Public Relations samorządu i tworzenie dodatkowego zaplecza politycznego promującego Prezydenta Miasta Jeleniej Góry dr Marka Obrębalskiego lecz pluralistyczne debaty publiczne rozważające argumenty i postulaty różnych środowisk. Jeleniogórskie organizacje uczestniczące, które w swoich szyldach mają burzenie wszelkich barier i wyrównywanie szans, obronę praw człowieka i obywatela, pomoc słabszym i walkę z bezrobociem oraz „wiosenne odkwaszanie organizmu”, nie mogą odwrotnie spełniać swojej roli, działać przeciw swoim programom i statutowym celom. Nie identyfikujemy się z ludźmi, którzy dla „sztucznego tłoku”, zawłaszczają pozytywne symbole, tworzą i mnożą fikcyjne podmioty – dopisują naprędce nowych uczestników akcji takich jak fałszywy[1] oddział Polskiej Ligi Obrony Praw Człowieka. Gros ze zgłoszonych do akcji w naszym regionie podmiotów w rzeczywistości powiązanych jest strukturalnie, osobowo i materialnie z wąskim kręgiem tych samych osób wokół Dworku „Czarne” i nielegalnego (postępowanie o eksmisję z lokalu przy ul Złotniczej 8 w toku) Biura Porad Obywatelskich. Byłoby rzeczą nieetyczną i niemoralną wobec społeczeństwa kreowanie się na ich reprezentantów, a realizowanie w rzeczywistości interesu władz miasta o czym jawnie się mówi na spotkaniach organizatorów. Nie sposób pominąć faktu, że wszystkie „bratnie” organizacje nie mają żadnej legitymacji do prowadzenia monitoringu realizacji jakichkolwiek zobowiązań Prezydenta (przez niego zresztą dowolnie określonych) ponieważ są one w konflikcie interesów z Miastem. Pomijając Stowarzyszenie „Wspólne Miasto”, które wraz ze swoimi radnymi jawnie stoi w opozycji do opcji rządzącej miastem (PO), to wszystkie pozostałe organizacje były w przeszłości w jakimś stopniu dotowane, wspierane i mają swoich ukrytych przedstawicieli w Radzie Miejskiej Jeleniej Góry (Grażyna Pawlukiewicz-Rehlis), czy też są powiązane z władzą (Z-cą Prezydenta Miasta Jerzym Łużniakiem) zależnościami w Fundacji Kultury Ekologicznej przy „gościnnej” ul. Strumykowej 2 na „Czarnem” i innych komisjach (radach ławniczych). Nie są wiarygodnymi partnerami akcji ludzie, którzy chcą prowadzić debaty i monitoring działań Prezydenta Miasta, a które same mają różne postępowania sądowe o naruszenie praw wobec członków Wspólnot Mieszkaniowych i Miasta Jeleniej Góry jak Danuta Rybicka-Jakubiec. Nie po drodze nam z ludźmi, którzy są zadowoleni z obecnego stanu rzeczy w mieście i z góry zakładają, że niedopuszczalne jest zadawanie niewygodnych pytań Prezydentowi Miasta Jeleniej Góry. To jest jawne oszukiwanie lokalnego społeczeństwa, fikcyjny dialog społeczny. Przepraszamy za swego rodzaju bojkot akcji, ale brzydzimy się obłudą i zakłamaniem. Żałujemy zasłużonego Karkonoskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych i dziwimy się prezesowi Stanisławowi Schubertowi, że legitymizuje swoją osobą haniebne działania lipnych organizacji. Nie mogą wymagać od Prezydenta Miasta przejrzystości życia publicznego organizacje, które same łamią prawo, mają niejasny status prawny i fałszywe lokalizacje.

Mamy głos i mamy wybór. Wybraliśmy lojalność wobec mieszkańców Jeleniej Góry.

 

Z up. prezesa

Sekretarz ROPOiWzK

Barbara Biedak

Dialog z redakcją

Dialog z redakcją

 

bs76@interia.pl napisał:

Dzień dobry. Mieszkam na Zabobrzu przy ul.Szymanowskiego 1. Od kilku lat proszę o stworzenie placu zabaw dla dzieci miedzy budynkami. Kilka lat temu Prezydent miasta wyraził zgodę na stworzenie takiego placu, mam to na piśmie, wykonać miał wówczas ZGM, ale nikt do dziś nie wywiązał się z zadania. W ubiegłym roku pisałam do naszych władz ponownie, ale otrzymałam odpowiedź negatywną, że nie przewiduje się placu zabaw i na dodatek poinformowali mnie, że wszędzie są już wspólnoty mieszkaniowe i placu zabaw nie będzie w ogóle. Czy znajdzie się ktoś, kto wyegzekwuje to, co było już obiecane, gdzie mają bawić się dzieci? Proszę o pomoc w tej sprawie.

Beata Słoma

 

Witam serdecznie,

Odpowiedź tą pozwoliłem sobie skierować do wiadomości miłościwie nam panujących władz miejskich.

Tak się składa, że Szymanowskiego 1 to cała moja historia – wychowywałem się tam od 4 roku życia do wyjścia z domu. Do dziś mieszka tam jeszcze moja mama. Kiedyś był tam plac zabaw – sam go „dewastowałem”;-) Huśtawki, karuzela, drabinki i słynny kanał. Jeździliśmy wytyczoną trasą na rowerach, bawiliśmy się na trzepaku i w chowanego po piwnicach…  Jeszcze lepszy park był między 3-ka a 5-ką, ale wiadomo – to były bloki wojskowe. Lodowisko i Mikołajki nie dla wszystkich były tam dostępne. Graliśmy zatem u siebie w kolarzy, „Mauza”, dziewczynki grały w klasy, w gumę, skakały na skakance… Czuliśmy się bezpiecznie i było wesoło. Dziś są inne czasy – bardziej „cywilizowane”. Każdy dba o swoje podwórko, szyby… Może warto dogadać się ze wspólnota z 3-ki i stworzyć coś dla milusińskich, a może władze znajdą jakiś pomysł…

Pozdrawiam serdecznie

Grzegorz Niedźwiecki

Ps.

Za Pani zgodą mogę umieścić ten dialog na stronach ROPOiWzK, swoim blogu i opublikować w Gazecie Powiatowej. Czekam na odpowiedź.

 

Dzień Dobry, dziękuję Panu za odpowiedź.

Cieszę się, że może ktoś w końcu pomoże mi w walce o coś dla najmłodszych. Bo dzieciom też się coś od życia należy. Zgodnie z przepisami to przy budynkach wielorodzinnych powinny być wyznaczone i stworzone miejsca do zabawy dla dzieci. Każde pokolenie potrzebuje się wybawić, tylko starsi, którzy już odchowali swoje pociechy zapominają o tym. Jeśli będzie potrzeba to zrobię kopię tych dokumentów, które posiadam i dostarczę gdzie potrzeba. Chętnie wyrażam zgodę na opublikowanie tego tekstu.

                                               Beata Słoma, nr telef. 663110998

Jeleniogórski Kluska

Jeleniogórski Kluska

Pan Adam Dudek, rolnik-przedsiębiorca budowlany z Jeżowa Sudeckiego, postanowił przed pięciu laty zainwestować w gospodarstwo agroturystyczne, a konkretnie w ośrodek rekreacyjny z parkingami, brodzikami dla dzieci i grilowiskami dla mieszkańców pobliskiej aglomeracji miejskiej, a zwłaszcza kilkudziesięciotysięcznego osiedla Zabobrze w Jeleniej Górze. Posiada odpowiednie tereny gruntów położone wokół pięknych stawów hodowlanych. Przygotował projekt i przystąpił do rekultywacji gruntu, niwelowania swojego terenu. Część nadwyżki ziemi zmagazynował na pobliskiej skarpie i grobli, część oddał za darmo okolicznym rolnikom, a resztę wykorzystał dla polepszenia parametrów dziurawej jak ser szwajcarski gminnej drogi dojazdowej do przedmiotowych działek, wyręczając tym samym biednych urzędników.

Ci zamiast być wdzięczni społecznikowi, przeprowadzili kontrolę w dniu 28 sierpnia 2003 roku na przedmiotowym terenie i wykonali samowolnie Operat pomiarowo-obliczeniowy ubytku mas ziemnych na terenie działek należących do państwa Stanisławy i Adama Dudek.

Skutkiem powyższego w dniu 14 stycznia 2005 roku Starosta Jeleniogórski wydał decyzję orzekającą wymierzyć panu Adamowi Dudkowi opłatę eksploatacyjną w wysokości 436.227,20 zł, z czego 60% należało wpłacić na konto Urzędu Gminy Jeżów Sudecki, a 40% stanowił ponoć dochód Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie. Żądano również w odrębnym postanowieniu zwrotu kosztów urzędowego postępowania w kwocie 1.952 zł, z czego pan Adam Dudek się wybronił.

Decyzję merytoryczną wydano na podstawie, uwaga… ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. „Prawo geologiczne i górnicze” w związku z „wydobywaniem kopaliny bez wymaganej koncesji”, mimo iż „przedsiębiorcy” naszemu czynność ta nie przyniosła żadnej korzyści gospodarczej. Pominę w tym reportażu ilość „kopaliny”, jaką wyliczono niechcianemu biznesmenowi. Zaznaczyć jednak należy, że dla przedmiotowego terenu już dnia 12 listopada 2002 r. Wójt Gminy Jeżów Sudecki na wniosek państwa Dudek wydał decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu dla inwestycji agroturystycznej, polegającej na budowie trzech brodzików rekreacyjnych i grilowisk. W dniu 17 stycznia 2004 r. Starosta Jeleniogórski wydał zaś stosowne pozwolenie na budowę tej inwestycji nie warunkując w nim wykonania jakichkolwiek zobowiązań.

Pan Adam Dudek wstrzymał się jednak z inwestycją, bo nie wie czy stać go będzie na dokończenie jej i jakie niespodzianki czekają go jeszcze w przyszłości, a władze powiatu nie zamierzają odstąpić od egzekucji i przyznać się do błędu, bo określoną kwotę wpisały już ponoć do budżetu. Dla Starosty Jeleniogórskiego Jacka Włodygi nie ma znaczenia, że przedmiotem wydobycia było kruszywo naturalne, którego nie ujęto w załączniku do rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 18.12.2001 r. w sprawie stawek opłat eksploatacyjnych. Decyzje represyjne (przyp. wł.) z up. Starosty podpisał Dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska – Piotr Włodarkiewicz. W powyższych sprawach orzekał już na niekorzyść państwa Dudek Wojewoda Dolnośląski i Minister Środowiska, nie znajdując podstaw do uchylenia decyzji władz powiatu jeleniogórskiego. Po drodze trwały targi o przywrócenie (niesłusznie – przyp. A.D.) terminów i o wznowienie postępowania, w efekcie czego Wojewoda Dolnośląski uchylił w całości decyzje, a Starosta wznowił w końcu postępowanie.

Uparty rolnik, nie życzył sobie żadnego operatu, ale był zmuszony zasięgnąć na własny koszt porady u profesorów Instytutu Nauk Geologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Dr hab. prof. Andrzej Solecki w opinii swej jednoznacznie podważył zasadność wydania decyzji Starosty Jeleniogórskiego w tej sprawie wskazując, że przywołana ustawa „Określa zasady i warunki wydobywania i ochrony kopalin ze złóż” i precyzuje, że „złożem kopaliny jest takie nagromadzenie minerałów i skał… których wydobywanie może przynieść korzyść gospodarczą”. W obszarze powołanych działek – pisze dalej prof. Solecki, który kilkakrotnie był wraz z ekspertem geologiem dr Wojciechem Śliwińskim na wizji lokalnej tego terenu – nie istnieje żadne złoże kopaliny, którą można by określić mianem kruszywa naturalnego, co więcej taka kategoria kopalin nie istnieje w świetle Rozporządzenia RM z dnia 2001.12.18 w oparciu o jakie naliczono wysokość opłaty. Stawka 0,46 zł za tonę, na którą powołano się przy wyliczeniach ma zastosowanie do piasku i żwiru i została zmieniona na 0,41 za tonę na mocy Rozporządzenia RM z dnia 2003.10.27. Pobrany do analizy materiał z wyrobiska o średnicy nie przekraczającej 50 m ma charakter niewysortowanego rumoszu skalnego silnie zailonego, gdzie udział frakcji żwirowej i piaszczystej nie przekracza kilku procent. Wynajęci przez pana Dudka eksperci w swojej opinii mają wiele innych zastrzeżeń dotyczących dokumentacji kartograficznej, metodologii obliczania kubatury, nie istniejących rzędnych terenu na załączonej mapie z 1979 r., braku innych wiarygodnych źródeł i nie uwzględnienie naturalnych procesów erozji na skutek zjawisk meteorologicznych (katastrofalna powódź z 1997 roku). Na nic się zdają opinie uniwersyteckich autorytetów, nasi lokalni „eksperci” i włodarze maja własne zdanie, albo interes w tej sprawie. Nawet mimo przeprowadzonych rozpraw administracyjnych z udziałem naukowców – Członków Komisji Zasobów Kopalin przy Ministrze Środowiska, którzy wytknęli rażące błędy w sztuce (niedokładny – interpolacyjny – charakter materiałów), niekompetencyjność geodety lecz geologa jako uprawnionego do sporządzenia dokumentacji mierniczo-geologicznej będącej podstawą decyzji i w ogóle nietrafność ocen zarówno pod względem prawnym jak i geologiczno-merytorycznym – urzędnicy Starostwa trwają przy swoim.

Obecnie sprawa zawisła w Samorządowym Kolegium Odwoławczym w Jeleniej Górze, a niżej podpisany zawiadomił „górę”.

W okolicach Jeleniej Góry mamy kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset stawów hodowlanych i smażalni rybek. Ciekawe ilu z właścicieli musiało zapłacić frycowe za wykopanie dołów? Uważajcie też właściciele wszelkich budowli i domków jednorodzinnych, bo w myśl konstytucyjnej równości wszystkich wobec prawa, nie znacie dnia i godziny, kiedy możecie otrzymać rachunek (w wysokości os
iemdziesięciokrotnej stawki opłaty eksploatacyjnej) za urobek kopaliny pod fundamenty.

Morał z tej bajki wydaje się banalny.

Dlaczego kraj nasz nie rośnie w siłę, a ludziom nie żyje się dostatniej? Bo mamy takich wójtów i starostów oraz, póki co, organy nadzoru, ścigania i wymiar sprawiedliwości.

Grzegorz Niedźwiecki

Ps.

Pan Adam Dudek był lokalnym dysydentem Solidarnościowym i wieloletnim banitą politycznym. Zna „Pakiet Kluski”, ale uważa, że jest on zbyt skromny dla zachęcania do powrotu imigrantów i rozwijania własnej działalności gospodarczej. Opracowuje już własną koncepcję pakietu.

Anomalia szpitala

Dzień dobry

Zwracam się do Pana w następującej sprawie:

W prawie każdym numerze Nowin Jeleniogórskich, jest błagalne ogłoszenie dyrektora Szpitala w Jeleniej Górze o odpisanie 1% z podatku na rzecz Szpitala: pieniądze potrzebne: na Tomograf komputerowy, nowy sprzęt do endoskopii, odział onkologii itp., itp.

Szpital nie ma pieniędzy!!?, Przypadkiem dowiedziałem się, że pan dyrektor świadomie zrezygnował, tak pi x oko z kilkuset tysięcy rocznie.

Jak to jest, w tym nieszczęsnym jeleniogórskim szpitalu nie robi się analiz krwi, moczu z działających w Jeleniej Górze przychodni lekarskich, tylko pobrany materiał do badań jest codziennie wysyłany do laboratoriów w: Wrocławiu, Wałbrzychu, Legnicy, Jaworze? Jeżeli pobrana krew dotrze do np. Wałbrzycha za kilka godzin to wynik analizy można sobie w buty wsadzić (Prawie wszystkie analizy krwi należy wykonać w czasie nie dłuższym niż 2-4 godziny).

Jako przewlekle chory, jestem zmuszony często korzystać odpłatnie z usług szpitalnego laboratorium w JG, bo mam pewność, że krew pójdzie do badania natychmiast i wynik będzie w 100% pewny. Wiszące w poczekalni certyfikaty dobrze świadczą o jakości pracy tego laboratorium. Wisiały, bo teraz je zdjęto.

Przecież to, co najmniej paranoja, pobrana do probówki krew, cały czas „żyje”. Co mi z tego, że tamci dokładnie wykonają badania, jak po paru godzinach od momentu pobrania krwi jej parametry się zmienią. Lekarz zaordynuje kurację wg otrzymanego wyniku a potem martw się człowieku, dlaczego leki nie skutkują.

Tamtym laboratoriom opłaca się codziennie wozić krew po kilkadziesiąt kilometrów i jeszcze na tym zarabiać. Kilka lat temu wszystkie Jeleniogórskie POZ’ety, robiły badania w Szpitalnym laboratorium. Ciekawe, dlaczego pan dyrektor nie podpisał umów z jeleniogórskimi POZ’tami. W przychodni na Wiejskiej codziennie pobiera się krew u kilkudziesięciu pacjentów, a inne przychodnie?? Przecież to mogłaby być całkiem niezła suma do zarobienia w ciągu roku. Niech to będzie nawet 100,00 zł dzienne na czysto, to razy ilość „dni pobraniowych” – kupa forsy w obce ręce.

Panu dyrektorowi i tak zwanemu działowi marketingu (jak Boga kocham jest taki w szpitalu) się nie opłaca? Opłacało się za to dyrekcji szpitala zlikwidować pralnię, bo podobnież była nieopłacalna i zwolnić przy tym kilkanaście osób. Była szpitalna pralnia mogła oprać przy odpowiednim marketingu pół Jeleniej Góry i jeszcze by na tym zarobiła.

Lepiej wozić zasr….ą pościel do pralni we Wrocławiu. Nawiasem mówiąc wrocławska pralnia ma taką samą maszynę pralniczą jaka jest w Jeleniej Górze tylko 2 lata młodszą.

Pewnie tą samą regułą kierują się w przypadku krwi, Zwolnią z pracy kilka osób z laboratorium i już nie będzie przynosiło strat, kilka osób pójdzie na zasiłek, ale to pieniądze z innej bajki.

Pozdrowienia

wk…y- pacjent

Ps

Mam jeszcze kilka uwag, co do szpitala, ale to może innym razem.

 

Miałem sen

Miałem sen

Patrzę na swojego Patek Philippe’a, już ósma, czas jechać do firmy. Zakładam Zeissy przeciwsłoneczne, garnitur firmy Twins i wsiadam do swojego srebrnego  Rolls-Royce’a. Drzwi mi otworzył czarny jak smoła kierowca i pojechaliśmy po gładkich jak stół jeleniogórskich ulicach. Zatrzymaliśmy się w McDonald’s Drive, zapakowaliśmy Tortille śniadaniową i dużego Shake’a, poczym ruszyliśmy z piskiem opon za miasto. A co mi tam, gdzie się będę spieszył – pomyślałem. Wstąpimy jeszcze do klubu golfowego powiedziałem przez zestaw głośno mówiący do fagasa w czapce z daszkiem siedzącego za szybą odgradzającą kabinę kierowcy. Akurat koledzy biznesmeni mieli ucztę z bażanta polewanego miodem, zakrapianą prosto z magyarskich piwnic byczą krwią podawaną w chińskiej porcelanie, a na stołach obok w kręgielni tańczyły brazylijską sambę azjatyckie rusałki w stroju topless. – Dzień dobry panie prezesie – kłaniają mi się z daleka wydekoltowane callgirls. Tak mi było dobrze, że zadzwoniłem na pager do firmy o urlop, gdzie byłem szefem. Niech robią niewolnicy ze wschodu za mannę z nieba – uśmiechnąłem się. W perspektywie miałem bowiem całonocne orgie po amerykańskiej viagrze w pałacu z włoskiego marmuru i szwedzkiej blachy. Zdążę się jeszcze odprężyć w swojej rzymskiej łaźni parowej, do której akweduktami spływa górska woda źródlana, a nazajutrz poczytam sobie prasę internetową, pooglądam filmy na telebimie, rozpierając się w fotelu z Ludwika XIV w swojej posiadłości ogrzewanej ekologicznie. Najlepiej robi mi zawsze tajski masaż przy kominku i wiedeńskiej muzyce leżąc na skórze z niedźwiedzia – westchnąłem. Co ja mam z tymi pieniędzmi robić?

– Wstawaj już szósta stary capie! Ktoś mnie szarpie za rękę…

– Bierz wózek i jedź na rewir, bo ci koledzy wszystkie puszki posprzątają i z czego będziemy żyli dziadu! – Dziś masz termin do MOPS-u i PUP! – słyszę wyraźnie głos mojej Wandzi. Och kurcze, to wszystko był tylko sen…

– Po co mnie kur… obudziłaś!

Nakryłem głowę poduszką…

socjolog

List do dziennikarza

Witam panie Grzegorzu!

4 kwietnia przedstawiłem zagadnienie traktowania dokształcania pracowników w JZO sp. z o.o.

W skrócie: Firma JZO domaga się zwrotu wielokrotności kosztów szkoleń, kar umownych itp. wyłudzeń. Prawo pracy nie pozwala na stosowanie tego typu zapisów. Dołączam parę sformułowań i uzasadnień.

Skonsultowałem z radcą prawnym nielegalne (i nieważne z mocy prawa) zapisy, udzieliłem pełnomocnictw.

Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej oraz ministra pracy i polityki socjalnej z dn. 12.10.1993r w sprawie zasad i warunków podnoszenia kwalifikacji zawodowych i wykształcenia ogólnego dorosłych DZ.U.103 POZ. 472 Z 1993R z dn. 29/10/1993r; ZMIANA dz.u. 24 poz. 110 z 1996r, definiuje maksymalne zobowiązanie do zwrotu kosztów szkoleń do wysokości poniesionej przez zakład pracy, w kwocie pomniejszonej proporcjonalnie do przepracowanego po zakończonym szkoleniu czasu.

Dobrym rozwiązaniem byłoby złożenie do prokuratury zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa polegającego na uporczywym łamaniu przez właścicieli firmy praw pracowniczych. W moim przypadku ten punkt odpada, wyjeżdżam za granicę, nie mogę więc uwzględnić stawiania się na przesłuchania.

Sądzę, że można ten przypadek wykorzystać w dość uniwersalnym artykule albo całej serii typu „nowinki z czerwonej kotlinki” dotyczącej łamania praw pracowniczych, powiązań korupcyjnych, konieczności zmian prawnych m.in. z powodu niekaralności w polskim systemie prawnym przypadków bezczelnego (dokonywanego z pełną świadomością popełniania przestępstwa i ze złą wolą) sporządzania sprzecznych z prawem umów.

Problem złej woli pracodawców nie dotyczy jedynie pewnych nagłośnionych medialnie sklepów wielkopowierzchniowych albo np. młodych pracownic, którym nakazuje się podpisywanie zobowiązań, że nie zajdą w ciążę po przyjęciu się do pracy.

W przypadkach z tej kategorii charakterystyczne jest Milczenie poszkodowanych. Ludzie boją się o pracę. Ten oportunizm jest zrozumiały. Mniej zrozumiały jest za to niedowład instytucji powołanych do obrony praw pracowniczych, związków zawodowych, organizacji społeczno-politycznych, polegający na niepodejmowaniu działań przeciwko patologiom.

W efekcie tego milczenia zarząd firmy pozwala sobie na nadużywanie władzy i stosowanie metod zastraszania.

Dodatkowe umowy mogą zabezpieczać pracodawcę przed „wyłudzaniem” szkoleń i szybką ucieczką z firmy. W firmie takiej jak JZO, narzuca się jednak „umowy” z dodatkowymi, niekorzystnymi zapisami, które stają się wobec nieświadomych swych praw pracowników, instrumentem zniewolenia (zatrzymania przy firmie) mimo relatywnie niskiego wynagrodzenia.

Rozumiem to działanie psychologiczne. Nasze słabe prawo pozwala na tego typu „straszenie”.

Jednak zastosowanie tych nielegalnych zapisów w momencie opuszczania firmy jest już przestępstwem.
Dopóki łobuz biega z procą, mogę to tolerować. Gdy strzeli mi w okno – musi ponieść jakąś karę.

W postępowaniu zarządu JZO nie widać woli kreowania dobrych postaw, akceptacji porządku prawnego ani działania dla dobra człowieka. Szkolenia, które miałyby motywować do pracy, wspomagać rozwój, zamiast wnoszenia pozytywnych wartości mogą być przyczyną frustracji i wyzwalają negatywne emocje.

Fakt nadużywania umów wiążących jednostronnie pracownika z pracodawcą jest też niekorzystny dla obrotu gospodarczego (ograniczenie swobody do zmiany zatrudnienia).

W firmie takiej jak JZO, za fasadą rzekomej praworządności kryje się głęboka niesprawiedliwość,  krętactwa, brak elementarnej przyzwoitości i poszanowania prawa.

Moje działanie po odejściu z firmy, oprócz niewątpliwej samoobrony przed nadużyciami, ma na celu wspomóc eliminowanie podłości i bezprawia z tego miasta. Uważam, że niewyrażenie swojego zdania publicznie byłoby wyrazem obłudy i obojętności, wręcz ucieczką z pola bitwy.

Do zmiany mentalności pracodawców łamiących prawa pracownicze należy dążyć wszelkimi sposobami, od piętnowania takich postaw po karanie.

Zła mentalność w pracy jest jednym z podstawowych powodów, dla których wyjeżdżam z Jeleniej Góry.

 

Pozdrawiam
Tomasz Kawała

 

 

 

PS.

W zakładzie pracy złożyłem odpowiedź na zawyżone żądania. Właśnie otrzymałem pismo  OK/93/2007 z JZO w odpowiedzi na moją skargę.

Lektura jest porażająca:

 Jest tam taka klamra stylistyczna:

„Podnoszenie kwalifikacji odbywało się dobrowolnie…z finansowanych szkoleń ochoczo Pan korzystał…”

Cóż – tylko najgorsza menda nie dokształca się, nie wykonuje poleceń pracodawcy i nie działa dla dobra firmy.

 

Zarzuca mi się też że nie kwestionowałem przedstawianych umów wcześniej.

 

Jest to nieprawda, dowodem jest pismo z 06.10.2006 w którym kwestionuję zasadność obciążania mnie kosztem wyjazdu na szkolenie do zagranicznego dostawcy automatów szlifierskich dla optyków. Mój zakres obowiązków (tłumaczenie szkolenia techników, wydanie instrukcji obsługi, wprowadzanie nowego produktu) wymagał takiego uczestnictwa. Warto nadmienić że firma chce mnie obciążyć standardowymi kosztami noclegów i delegacji, samo zaś szkolenie było darmowe.

Sytuacja gdy pracownica działu kadr informuje przed wyjazdem „mogę wydać delegację pod warunkiem podpisania tego zobowiązania, takie mam polecenie” nie daje żadnego wyboru.

Odmowa wyjazdu na szkolenie(nawet w wypadku takiego szantażu) oznaczałaby też wyrządzenie szkody pracodawcy. Nie można protestować będąc zatrudnionym na czas określony (a to jest od kilku lat standardem w JZO). Można co najwyżej zostać w ciągu 2 tygodni zwolnionym bez podania przyczyn.

Podległość służbowa uniemożliwia więc jakikolwiek opór.

O konieczności podpisywania kolejnych zobowiązań przypomina się w JZO nawet wewnętrzną pocztą email.

 

Nie kwestionuję zasadności zawierania niektórych umów zwrotu kosztów szkoleń.

Tych uzasadnionych i na uczciwych warunkach.

Postawiono mi też w odpowiedzi zarzut dotyczący użycia sformułowania „próba wyłudzenia”. Jest ono użyte przeze mnie celowo i świadomie, gdyż dotyczy roszczeń przekraczających kwotę dopuszczalną na podstawie zapisów Prawa Pracy.

—–Tomasz K. 12.04.2007——–

 

(Nie)będę urzędnikiem

(Nie)będę urzędnikiem

z cyklu „Folwark Obrębalskiego”

 

Na stronach internetowych BIP Urzędu Miasta Jelenia Góra znalazłem informacje o naborze na wolne stanowiska urzędnicze. Na niższe rangą się spóźniłem, ale było jeszcze kilka nie zamkniętych etatów na naczelników różnych wydziałów. Zdążyłem zatem do 23 marca złożyć dokumenty na Naczelnika Wydziału Promocji i Polityki Informacyjnej, a co. Jestem obywatelem polskim, mam lekkie pióro (co widać), wykształcenie wyższe (po szkole zarządzania), ukończyłem 18 lat i mam pełną zdolność do czynności prawnych oraz korzystam z pełni praw publicznych. Zdrowie mam też jak dzwon, z komputerem jestem za pan brat. W samorządzie spędziłem cztery lata, a walczyłem z nim skutecznie drugie tyle. Spełniam więc wszystkie wymagania określone w art. 3 ustawy z dnia 22 marca 1990 roku o pracownikach samorządowych.

Niestety pan Prezydent Marek Obrębalski poszedł dalej i po swojemu zinterpretował w/w ustawę. Wprawdzie nie mam dysleksji, organizowałem już w życiu konferencje prasowe i briefingi, do dziś aktualne mam zezwolenie na wydawanie periodyku. Wielu mieszkańców Jeleniej Góry pamięta słynne biuletyny „Kusiak Baba i czterdziestu rozbójników”. O tym, że marketing i reklama jest dźwignią handlu wiem jeszcze z czasów kiedy prowadziłem własną działalność gospodarczą. Strategię rozwoju i promocji Jeleniej Góry mam na płycie CD, a ustawy o finansach publicznych, o samorządzie gminnym i powiatowym są na stronach www.prawo.lex.pl. Wiele razy byłem w sytuacjach ekstremalnych i podczas stresu umiem przyłożyć komuś jak trzeba. W okresie szczytowym kariery politycznej miałem pod sobą 170 ludzi, dziś też kieruję zespołem kilkudziesięciu osób w swoim stowarzyszeniu. Znam trzy języki obce, w tym jeden – niemiecki – biegle. W komputerze mam szeroką bazę danych adresowych środków masowego przekazu. Corel, czy Power Point zna już dobrze moja dziewięcioletnia córka. Jestem kreatywny (ostatnio zapuściłem brodę, a na lato ogolę głowę) i ekstrawertyczny w 68%. Nie raz publicznie udowodniłem też swoje zdolności teatralne i oratorskie. Nawet w stanie nieważkości nie mam przerostu formy nad treścią. Jestem komunikatywny i dyspozycyjny nie tylko dla dzielnicowego.

Zabrakło mi 5 letniego stażu na formalnych stanowiskach urzędniczych, choć ustawa mówi tylko o odpowiednim stażu pracy i kwalifikacjach. Do rozmów zakwalifikowano trzy inne osoby, które zapewne spełniają kryteria biurokratyczne oferty Obrębalskiego. A swoją drogą, to jak 18 latek może mieć staż pracy min. 5 lat, w tym 2 lata:

         na stanowiskach urzędniczych w jednostkach, o których mowa w art. 1 ustawy lub

         w służbie cywilnej lub

         w służbie zagranicznej, z wyjątkiem stanowisk obsługi lub

         w innych urzędach państwowych z wyjątkiem stanowisk pomocniczych i obsługi lub

         na kierowniczych stanowiskach państwowych?

Czy młodzi zdolni muszą udowadniać swoją przydatność na szkoleniach i w pracy zagranicą?

Szanowny dr Obrębalski. Po co te konkursy i ta cała reorganizacja Urzędu Miasta Jelenia Góra? Przecież wszystkie Pańskie wymagania spełniają dokładnie dotychczasowi pracownicy magistratu. Nie lepiej po prostu wyrzucać złych i zatrudniać na okresy próbne ambitnych? Sztukę dla sztuki każdy potrafi robić, a czas ucieka.

socjolog

 

Kłopoty wspólnoty

Logika sprawiedliwości

Członkowie Wspólnoty Mieszkaniowej przy ulicy Złotniczej 8 w Jeleniej Górze złożyli w październiku 2005 roku zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa oszustwa budowlanego przy remoncie dachu wykonanym przed laty w budynku, na szkodę mieszkańców. Zawiadomienie to przyjęła APR Magdalena Sakowicz. Zarzucili wykonawcy, tj. Zbigniewowi Charłampowiczowi, że: „materiały użyte do remontu są inne, gorsze lub w mniejszych ilościach niż wskazano to w kosztorysie. Prawie każda pozycja się nie zgadza lub też w ogóle nie wykonano prac w nim wskazanych, a za które zapłaciłem ja i inni członkowie Wspólnoty” – napisał Jan Zaborski. „Jako przykład podam, że komin wykonany został z cegły dziurawki, która już pęka” – dodał. Żądał zabezpieczenia kawałków papy (podkładowej 2,8 mm zamiast 5,2 mm jak w kosztorysie) leżącej na placu jako dowodu rzeczowego w sprawie i powołania biegłego sądowego w zakresie budownictwa do oszacowania nieprawidłowości. Faktycznie, dziury w dachu były tak duże, że śnieg dostawał się do środka na strych. Firma ubezpieczeniowa też umyła ręce od odpowiedzialności za tego rodzaju „kataklizm”. Ponoć już w trakcie robót kontrola z Inspekcji Pracy stwierdziła nieprawidłowości dotyczące stawiania rusztowań bez zabezpieczeń, jak też pracę osób bez ubrań ochronnych przewidzianych przepisami BHP[1]. Duże pretensje ma Jan Zaborski do Inspektora Nadzoru z ramienia ZGL „Północ”, pani Ireny Lewkowicz, za arogancję i lekceważenie ludzkich spraw. Nieprawidłowości te, zdaje się potwierdzać Adam Dudek, właściciel innej firmy dekarskiej, który wykonywał poprawki po wadliwym remoncie dachu. Z tego powodu miał nawet ponoć pogróżki telefoniczne. Do napraw pogwarancyjnych wzywał też pana Zbigniewa Charłampowicza kierownik ZGL „Północ” ds. technicznych Wiesław Miśtal.

Na początku wydawało się, że sprawa jest prosta i klarowna. Wkrótce pojawiły się jednak schody. Sierżant sztabowy Sebastian Kuś z Komisariatu I Policji w Jeleniej Górze zajął się tylko jednym z wątków śledztwa dotyczącym balkonu i poprowadził je w kierunku sprowadzenia bezpośredniego, powszechnego niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia osób. Postanowienie o umorzeniu śledztwa podpisała w konsekwencji prokurator Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze Marzanna Siemaszko. Było to już drugie postanowienie o tej samej sentencji. Wcześniejsze umorzenie w tym zakresie podpisał prokurator Dariusz Pinis. Pierwsze umorzenie w ogóle w tej sprawie dotyczyło oszustwa, ale przy zawieraniu umowy o przeprowadzenie remontu dachu w budynku przedmiotowej Wspólnoty – w rozumieniu st. aspiranta Roberta Sopot i prokurator Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze Bernadety Bartkowiak-Soja. Utrzymanie w mocy zaskarżonego postanowienia przez Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze było już tylko formalnością ze strony przewodniczącej ASR Joanny Muszka. Oczywiście po drodze była Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze reprezentowana przez Marię Glinkowską, która nie znalazła podstaw do zmiany stanowiska. Wznowić pierwotnie postępowania nie chciała również prokurator Halina Wiśniewska-Stasiak. Obecnie jednak, po wznowieniu postępowania (dotyczącego zagrożenia życia), Policja pod nadzorem prok. Kaczmarczyk usilnie wypytuje pana Zaborskiego o wskazanie, w którym miejscu nastąpiło poświadczenie nieprawdy przez Inspektora Nadzoru Budowlanego panią Irenę Lewkowicz. Jak w tym kabarecie Dudek – Dziewoński: „A tartak? A pies? A pies ci…”.

Pan Jan Zaborski, w swej bezsilności i determinacji, w kolejnych doniesieniach i wnioskach o wznowienie postępowania, rzuca już liczbami, zdjęciami i wskazuje rzeczywiście na fałszowanie dokumentów w sprawie. Nieudolność jeleniogórskich organów ścigania i miejscowego wymiaru sprawiedliwości opisał szeroko w ostatnim piśmie i powiadomił o tym nawet Centralne Biuro Anykorupcyjne. Powołuje się na masowość wykonywania prac dekarskich dla zasobów gminy Jelenia Góra (i dla komendanta Policji – przyp. J.Z.) przez firmę pana Zbigniewa Charłampowicza i podejrzewa, że zmowa milczenia w tej sprawie ma podłoże korupcyjne w naszym mieście. Faktycznie można dojść do takiego wniosku skoro pan Jan mówi o chlebie, a stróże prawa o niebie…

Grzegorz Niedźwiecki



[1] Niedawno ponoć spadł z dachu i zabił się pracownik firmy pana Charłampowicza.

Tarcza antyrakietowa…

Tarcza antyrakietowa – demokracja czy neodyktatura?

Niespełna 30 % obywateli polskich opowiada się za słusznością instalacji na terytorium Polski tarczy antyrakietowej. Tak mówią sondaże (?). Przywilejem demokracji jak wiemy są referenda. O przystąpienie Polski do wojny w Iraku i Afganistanie nikt obywateli o zdanie nie pytał. Z kimkolwiek bym nie rozmawiał każdy jest przeciwny uczestniczeniu w operacjach wojskowych u boku Amerykanów. Bo nikt nie ma chyba wątpliwości, że są to ćwiczenia US Army na irackim i afgańskim poligonie. A miało być tak sielankowo (?). Oczywiście każdy usłyszy, że są to wojny w obronie humanitaryzmu. Od czego jest telewizornia? Tak jak kiedyś w obronie humanitaryzmu dokonywano czystek etnicznych na Indianach. Ale przecież rezerwaty to nie to samo, co obozy koncentracyjne (CIA)? Jak Indiańcy przestali już stanowić zagrożenie (przeszkadzać w rozwoju cywilizacji), to na ich trupach znów można było zarobić. Najlepsze Westerny były z Johnem Waynem. Amerykanie umieją też robić szmal na porażkach. Jakże modny jest w dalszym ciągu Rambo. Wietnamczyków nie stać przecież na hollywoodzkie projekcje, o tym jak wyrzynali w dżungli obcego najeźdźcę. Być może i na tych wojnach zarobi kiedyś jakiś Spielberg? Za przystąpienie do budowy tarczy antyrakietowej Polacy będą musieli zapłacić. Jedna zwykła bombka kosztuje cyrka milion baksów. Zapłacą za to obywatele. Ci bez prawa głosu. Ci, co o tym decydują dostaną jeszcze premie i medale. Obywatele polscy zapłacą większą cenę. Zapłacą za utrzymanie, co najmniej 2000 US marines, których bazy zapewne będą licznie odwiedzać okoliczne prostytutki. Za parę lat będziemy mieć więcej czarnych Polaków. Polacy zapłacą również cenę utraty „przyjaźni” polsko-arabskiej i możliwości urlopowania się u naszych muzułmańskich krewniaków. Ale co nam tam jakieś egzotyczne przyjaźnie jak my się już Ruskich nie boimy, bo mamy nowych czerwonych braci. Ktoś bierze za te przyjaźnie niezły szmal, my mamy się temu okrucieństwu tylko przyglądać i współczuć. Nasi nowi bracia zakończą ćwiczenia na wschodzie i wyjadą za ocean. Nasi dyktatorzy też mogą w każdej chwili pojechać na urlop na Florydę. Tym, którzy za ich fantazję płacą zawsze pozostaje lazurowy Bałtyk (o ile ten sztorm nie dotrze i tutaj?). Już nam się Putin odgraża. Wojny te – jak już wspomniałem – prowadzone są ponoć w obronie praw człowieka. Morduje się przecież ludzi w imię humanitaryzmu. Jak się przy okazji oskalpuje parę dzieciaków i tych, którzy byli w opozycji do Husajna, to się przeprosi. A Haski Trybunał będzie dla zbrodniarzy. Bo przecież wszystkiemu są winni terroryści. Od czego jest telewizja i wolne masmedia? Choć wszyscy wiemy, że agresja rodzi agresję za cały exodus i holokaust obwini się fanatyków z Iranu. Cały zaś postępowy świat otoczy bezdomnych Irakijczyków troską, rozpropaguje akcje charytatywne i zbierze za to jeszcze laury. Szary Polak nie jest winien temu, co się dzieje w „cywilizowanym” świecie. Wielu Polaków jest bezdomnych, ale w imię solidarności z narodami (wybranymi), muszą się znaleźć w Polsce przybytki dla pokrzywdzonych muslimanów. Za przybytki te zapłacą szarzy obywatele RP. Stale jesteśmy w telewizji bombardowani różnego rodzaju kontami, na które możemy wpłacać swoje datki i wyznaczane są miejsca na zbiórki darów dla uchodźców, Bo przecież jesteśmy narodem chrześcijańskim. Jak będziemy wyglądać w oczach opinii międzynarodowej? Dzięki takim igrzyskom świat może zobaczyć, że my też mamy swoich 0wsiaków i Ochojskie. Naturalnie nie są to Olimpiady w Moskwie…?

Wojny i bieda są komuś potrzebne. Musi być przecież ruch w interesie. Wojny wywołują generałowie, a giną szeregowcy. Tak chroni się życie …do naturalnej śmierci. Za skutki wojny zapłaci pospólstwo, a szlachta wypije śmietankę. Wkrótce ruszą inwestycje. Nie w dolinie Rospudy, tam możni tego świata nie pozwolą budować autostrad, bo ptaszki by ucierpiały. Człowiek to a nie skowronek ma cierpieć. Naród jest łatwowierny i można nim manipulować. Nie za pomocą karabinów. Uruchomcie sondaże. Kto ma media ten ma władzę.

Grzegorz Niedźwiecki

 

Platona państwo

„…Sokrates marzy łagodnie, jak to pięknie kiedyś ci ludzie idealni, nawykli do kontaktu z rzeczywistością samą, a nie z jej pozorami zmysłowymi, przystąpią do stwarzania państwa idealnego, jak malarze przystępują do stwarzania obrazu. I tu jest moment trochę straszny w swej oschłości, a wygląda niewinnie. Oni, powiada, naprzód oczyszczą podłoże. A cóż tu będzie podłożem? Żywi ludzie dotychczasowi. Dziś znamy zbyt dobrze to oczyszczanie podłoża i wiemy, że reformatorzy ustrojów nie używają do tego celu pumeksu, tylko gilotyny, lub jeszcze bardziej nowoczesnych mechanizmów. To wkreślanie i wymazywanie pewnych rysów w charaktery ludzkie – rysów, które się reformatorom wydawały idealne – też nie odbywało się tylko z pomocą szkół, gazet i radia. Pomagały bardzo więzienia i obozy koncentracyjne i odludne wyspy; terrorem maluje się takie obrazy najszybciej, choć nie zawsze najtrwalej. Widzieliśmy, jak się sam Platon chce obchodzić z arcyludzkimi rysami serca ludzkiego; z miłością i współżyciem mężczyzny i kobiety, i z uczuciami rodzinnymi, aby matkom macierzyństwo ułatwić, a państwu zapewnić najlepszą piechotę i konnicę.

Te właśnie niewinne, piękne porównania z dziedziny techniki malarskiej, to traktowanie żywych czujących ludzi jako materiału martwego, kiedy się mówi o reformach od fundamentów, które oczywiście wymagają gwałtu i nie dadzą się inaczej pomyśleć, świadczy znowu o schizotymicznej oschłości reformatora tam, gdzie w grze jest życie psychiczne cudze, które mu się wydaje nie takie, jakie być powinno.”

SPÓŁDZIELNIA WYDAWNICZA „WIEDZA”

WARSZAWA 1948

www.ropoiwzk.com