7 czerwca – stop bolszewii!

 

7 czerwca początek walki o odzyskanie Polski obywatelskiej

7 czerwca, dzień glosowania na kandydatów do Parlamentu Europejskiego, wyznaczonych przez kliki partyjne, powinien być uznany jako początek walki o odzyskanie Polski i uobywatelnienie społeczeństwa. W minionych 30 latach dojrzały nowe pokolenia wolne od błędów przeszłości starszych generacji. Dziś społeczeństwo polskie, podobnie, jak pokolenia walczące w przeszłości o uwolnienie spod zaborów i odzyskanie niepodległości, ma identyczne zadania. 30 lat temu różne kliki, gangi polityczne, matoły i lumpy, zawłaszczyły władzę w państwie, pozbawiając jej społeczeństwo. Rządzące kliki partyjne wyrządzają swoim działaniem gigantyczne szkody państwu i społeczeństwu. Przed Polakami staje ważne zadanie: uwolnienia państwa od gangsterii partyjnej, lumpenkracji politycznej i uobywatlenie społeczeństwa. Trzeba dążyć by Polską rządzili ludzie wybrani przez społeczeństwo w wolnych, powszechnych wyborach większościowych, a nie samozwańcy i mianowańcy typowani przez kliki partyjne. Nikt Polaków w tej walce nie wyręczy, nie zastąpi. Naród musi sam podjąć i prowadzić tę walkę i ponosić ofiary. 7 czerwca społeczeństwo powinno zachować się mądrze, godnie, odważnie, patriotycznie, i nie głosować na ludzi wytypowanych bez jego wiedzy i woli. Można się spodziewać, że ten obywatelski apel dotrze, bezpośrednio lub pośrednio do świadomości wyborców. Nie należy zapominać, że społeczeństwo dysponuje silną bronią, kartką wyborczą, potencjalnie skuteczną także w nadchodzących wyborach prezydenckich, do krajowego parlamentu i samorządów lokalnych. Bojkot wyborczy to także głosowanie, „nogami”. Oni przez 30 lat plują społeczeństwu w twarz, więc społeczeństwo powinno postąpić tak samo. Wyborcy nie powinni się łudzić, i wierzyć, że tym razem wybrani dotrzymają składanych obietnic. Mieli 30 lat na ich realizacje, ale nawet nie próbowali. Każda ekipa zabiegająca o głosy wyborców zapowiadała zmianę ordynacji wyborczej, z tzw. proporcjonalnej na większościową i ustalenie jednomandatowych okręgów wyborczych, ale przez 30 lat nie wywiązała się z obietnic. Społeczeństwo przez minione lata nie mogło wybrać własnych reprezentantów do władz parlamentarnych i samorządów lokalnych, lecz mafie partyjne i narzucały mu własnych kandydatów, którymi mogli dowalanie manipulować. Nie powinno się też zapominać co przez te 30 lat uczynili z majątkiem narodowym wypracowanym przez wiele pokoleń II RP i PRL? Trzeba też pamiętać o krzywdach uczynionych społeczeństwu, o jego zubożeniu, o bezrobociu, o ludziach bezdomnych, emerytach, rencistach, schorowanych, których nie stać na wykupienie podstawowych leków ratujących życie lub zmniejszających cierpienia, o głodujących dzieciach, ludziach wyrzucanych na starość z mieszkań zakładowych lub sprzedanych przez samorządy terenowe, o rozwarstwieniu dochodów, które wynoszą 100, a nawet 500 krotność przeciętnej ciężko wypracowanej emerytury: większość emerytur wynosi 800 do 1000 zł, a kominowego uposażenia 80 do 400 tys.. Władze obozu postsolidarnościowego, mimo wielu obietnic naprawienia krzywd wyrządzonych aktywnym obywatelsko Polakom w okresie PRL, nie zrobiły nic. Nawet nie odpowiadały na listy instytucji społecznych i indywidualne obywateli. Nie chodzi o to czego nie mogli załatwić, ale o to co mogli, a nie chcieli np. zadość uczynienia moralnego. Społeczeństwo słusznie traktuje ich jako oszustów, a robotnicy manifestujący skandują „złodzieje”.

Czy ci, na których kolejny już raz Polacy mają głosować i obdarzyć zaufaniem tym razem nie zawiodą? Jakie dają gwarancje? Wszak przez 30 lat nie dotrzymali składanych obietnic. Dlatego idąc do urn trzeba się zastanowić, czy społeczeństwo nie powinno kandydatom dać nauczkę i przypomnieć uczciwą zasadę – pacta sunt servanda (umów, zobowiązań, trzeba dotrzymywać). Jest takie stare przysłowie -”mądry Polak po szkodzie”, ale jest też druga część mówiąca, że jeśli nie zmądrzeje, to „nowe przysłowie Polak sobie kupi, że przed szkodą i po szkodzie głupi”. ORGANIZACJE I OSOBY POPIERAJĄCE NASZE STANOWSIKO PROSIMY O KONTAKT.

 

Wrocław 22 maja 2009, Leszek Skonka, Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu. Były działacz przedsierpniowej opozycji (ROPCiO), założyciel Wolnych Związków Zawodowych na Dolnym Śląsku, współorganizator sierpniowego strajku we Wrocławiu, członek Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ na Dolnym Śląsku

Mail stalinizm@wp.pl  tel. 0691830350 , fax 717809081

Przełożył: Grzegorz Niedźwiecki, były prezes ROPOiWzK

Podpisz petycję – http://www.propolonia.pl/petycje.php?id=10

Solidarność Internetowa – czerwona kartka dla dysydentów

Solidarność Internetowa – czerwona kartka dla dysydentów

Źle się dzieje w państwie polskim. Przychodzi do mnie człowiek i mówi – panie Grzegorzu, straciłem lokal, straciłem pracę, straciłem przez to rodzinę, jestem bliski samobójstwa, co mam robić? Jak z tą bandą jeleniogórską walczyć? Olewają mnie sądy, olewa mnie prokuratura, dostałem negatywną odpowiedź od Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie reagują na moje prośby radni, parlamentarzyści, do kogo mam się zwrócić o pomoc? Czy ja mam się powiesić, czy zabić kogoś? Co to jest list otwarty i jak dotrzeć ze swoimi problemami do jak najszerszej rzeszy ludzi?

I takich przypadków jest setki w naszym mieście, tysiące w województwie i miliony w skali kraju, a tu jakieś politruki chcą świętować zwycięstwo reform gospodarczych, obalenie komunizmu i rzekomo pierwsze wolne wybory w kraju. Obecna władza, ponoć demokratyczna, boi się jednak spotkać z ludźmi na wybrzeżu i wspólnie świętować ten „sukces”. Ano dlaczego? Ano dlatego, że to nie jest żaden sukces tylko zwykłe oszustwo „monarchistów”, bo jak inaczej nazwać tą wąską rodzinę aktywistów partyjnych, rotacyjnych spadkobierców władzy. Nie czas i miejsce tu na analizy ostatniego dwudziestolecia, w Internecie aż roi się od utyskiwań i psioczeń różnej maści patriotów. Szkoda czasu na statystyki, wszyscy wiemy jakie jest bezrobocie, jaka emigracja za chlebem, jaka stopa życiowa Polaków, a przede wszystkim jakie rozwarstwienie społeczne pomiędzy „szarą masą” a „szarą eminencją”. Oczywiście władza, rząd, opiniotwórcze media mają swoje badania socjologiczne i mówią, że mamy wolny rynek, sprawiedliwość, dobrobyt, i demokrację. Jak się zapytać mieszkańców Gdańska – czy chcieliby któregoś dnia demonstracji na ulicach, paraliżu miasta? To 80% powie NIE – i słusznie, ale jak zapytamy tych samych mieszkańców, czy chcieliby likwidacji ich miejsc pracy i czy są gotowi ich bronić, to objawi nam się stuprocentowa solidarność społeczna. Wystarczy w tej samej sprawie zadać dwa różne pytania i wyjdą nam zupełnie skrajne wyniki sondaży. Tak się dzisiaj, w tej wolnej Polsce robi manipulacje propagandowe.

Niestety, tak jak kiedyś oficjalną prawdą była ta, którą głosiła przewodnia siła narodu, tak i dziś obowiązuje powszechnie tzw. poprawność polityczna i nikt nie dostanie szóstki w szkole za własne poglądy. To dziwne, że według moich wyliczeń 70% Narodu gardzi „etatowymi politykami”, a oficjalne sondaże wciąż kreują poparcie dla ustroju partiokratycznego? W tych klubach partyjnych, jak w każdych przybytkach rozpusty, obowiązuje jednak ścisła selekcja na odźwiernych, klakierów i statystów oraz na uprzywilejowane elity. Wszyscy obiecują jakiś oddolny ruch społeczny, a w praniu okazuje się, że na szpicy są zawsze stali klienci szulerni z „Golden Card”. Mieliśmy już ponoć dziesięciomilionowy ruch społeczny „Solidarność”, miała powstać później – nomen omen w Gdańsku – szeroka Platforma Obywatelska dla mas, teraz tworzą się jakieś hybrydy Polska XXI czy Libertas. Oszukał nas Wałęsa, zawiódł nas Lepper, jak długo damy jeszcze się wodzić za nos i sobą manipulować przez fałszywych zbawicieli i karierowiczów? Spodobało mi się ostatnio powiedzenie, że życie człowieka nie jest tak długie jak życie żółwia. Faktycznie, nie możemy sobie pozwolić na dożywotnie przyklaskiwanie styropianowym decydentom. Nie możemy sobie pozwolić na odkładanie „by żyło się lepiej…” na święte dygdy. Nie możemy sobie pozwolić na dalsze wegetatywne status quo. Mądry Polak powinien iść pod prąd tym wszystkim „autorytetom”. Takie Frasyniuki martwią się, że będzie wstyd dla Polski w oczach całego świata za obchody 4 czerwca. To nie wstyd dla Polski, to wstyd dla tych wszystkich „zwycięzców”. Boją się, że świat zobaczy jaką wolność i dobrobyt Polakom wywalczyli. I właśnie taką czerwoną kartkę już dawno powinien naród im wystawić. Chcieliby sobie święto pokazowe przed międzynarodówką zrobić; a dokończyć powinni ludzie to z tymi reformatorami, czego ci nie zrobili z komunistami dwadzieścia lat temu. Jestem przekonany, że będą rozróby na wybrzeżu i nie tylko, ale to prędzej czy później musi się takim scenariuszem skończyć. Gdybym wiedział, że mogę odwrócić bieg historii i miał gwarancję, że moja ewentualna ofiara uratuje choć dziesięć istnień ludzkich, to sam bym poszedł dziś z koktajlem Mołotowa na obecną władzę. Niestety obawiam się, że przyjdzie nowa…

Wstydziliby się dziś ci karierowicze świętować swój sukces i machać legitymacjami dysydenckimi w sytuacji gdzie gros społeczeństwa polskiego żyje na skraju nędzy i ubóstwa. Wstydziliby się występować przed kamerami telewizji i wycierać gęby interesem narodu, który jak w okresie powojennym masowo musi wyjeżdżać na emigrację za chlebem. Wstydziliby się błagać o głosy i obiecywać, że to oni są tymi jedynymi sprawiedliwymi. Tylko dureń lub złodziej zagłosuje na wiecznych darmozjadów. Z całym szacunkiem, przykładowo dla liderów takiej Unii Polityki Realnej, dzisiejsze głosowanie na jakąkolwiek partię jest tylko legitymizacją fałszywej demokracji i zgodą na utrzymywanie dygnitarzy. Ten, kto kibicuje PiS, PO, czy jakimś nowotworom pn. Prawica RP jako zbawicielom obecnego porządku robi złą robotę dla Polski. To nie są szerokie, uniwersalne platformy społeczne i z tego chleba dla wszystkich nie będzie. Na różnych forach internetowych i grupach dyskusyjnych produkują się od lat niespełnieni „bojownicy o wolność i demokrację”. Jest setki portali społecznościowych i tzw. narodowo-patriotycznych, które uczą nas historii i przekazują wiele mądrości. Tak jak kiedyś podziemna bibuła i rodzice przekazywali nam tajemną wiedzę na temat Katynia, tak teraz z „Internetowego Uniwersytetu” uczymy się prawdy o Magdalence, Okrągłym Stole, i spiskowej teorii dziejów. Jak przekuć to wszystko w dogmat historii? Jak wyrwać fałszywym prorokom narzędzia propagandy? Ponoć w niedalekiej przyszłości gazety drukowane mają zniknąć z półek sklepowych. Ponoć nadchodzi era gazet elektronicznych…

W Internecie krąży informacja o projekcie tworzenia partii internetowej – http://projektpi.pl/. Gdyby inicjatorom udało się stworzyć jakąś prawdziwą, szeroką platformę dialogu i porozumienia społecznego? Gdyby inicjatorom projektu udało się stworzyć mechanizm choćby namiastki demokracji? Jeżeli pomysłodawcy potrafiliby zabezpieczyć się przed „hakerami”, premiowaniem i dowartościowaniem tylko elit? Jeżeli inicjatorzy projektu zapewniliby realny udział w kształtowaniu tego ruchu wszystkim chcącym coś robić, to może idea ta ma szanse powodzenia? Skoro nie ma innej możliwości kształtowania rzeczywistości jak poprzez system partyjny, to może faktycznie powołać do życia partię bezpartyjnych? Gdyby udało się zebrać do kupy tych wszystkich niezadowolonych internautów, to byłaby największa partia w Polsce! Może zaiste warto spróbować? Reasumując. Skoro jest tak źle w państwie polskim, jeżeli Naród czuje się niespełniony, to niestety trzeba stworzyć nową „Solidarność”. Nie trzeba wcale palić opon, zatruwać środowiska naturalnego i narażać członków rodzin na represje. Wystarczy mądrze pracować na siebie w silnej drużynie, np. w partii internetowej. Trzeba próbować aż do skutku.
Albo, przyjdzie nam wkrótce obkładać się pojedynczo w pasy z gwoździami…

socjolog

Krótka historia pop-grupy Myslovitz

” Krótka historia pop-grupy Myslovitz ” ;

Krótka historia pop-grupy Myslovitz spisał : Robert Chuchla ____________________

Mysłowice 2009 Pamięci Moniki Haberla ( 1982-2008 ) Jestem śmiertelnie zmęczony . Przepędzają mnie z parkingów, dworców i centrów handlowych. Jest mi coraz trudniej. Chodzę po wielkim mieście , którego nazwy nie znam. Sprzedaję a raczej próbuję sprzedawać po 4 złote srebrne płytki w papierowych, kwadratowych opakowaniach. Czarnym długopisem oznaczam opakowania : ” Krótka historia pop-grupy Myslovitz ” . Złym rozdrażnionym ludziom których zaczepiam tłumaczę , że płytka zawiera krótką nieautoryzowana biografię zespołu Myslovitz z Mysłowic . Niektórzy dają mi 5 zł ( w Polsce są monety 5 , 2 i 1-zlotowe) . Jeżeli mam przeczucie , że nie zniszczy od razu płytki , daję ją, nawet bez pieniędzy. Mając kilka złotych biegnę do kafejki internetowej. Wchodzę na moją ostatnią darmową skrzynkę e-mailową i wgrywam powieść na płytkę. Cała operacja kosztuje dokładnie 4 złote i 30 groszy. Czuję , że muszę rozprowadzić co najmniej 888 egzemplarzy opowiadania. Wtedy na pewno przetrwa. Nie zginie w morzu śmiecia i oszalałym bełkocie. Nie wiem ile egzemplarzy udało mi się stworzyć. Straciłem rachubę gdzieś przy 120-130. Jeszcze dużo pracy przede mną . Jestem chory i coraz słabszy. Byłem przedsiębiorcą , budowałem boiska sportowe i place zabaw. Miałem rodzinę , żonę, dzieci , przyjaciół. Oszukała mnie firma z Kielc . Mitex – ”zero-osiem”. Bo płaciła swoim kontrahentom osiem dziesiątych procenta wartości umowy. Spróbowałem zrobić taki sam manewr wobec firm , którym ja byłem dłużny pieniądze. Moi wierzyciele grzecznie poprosili mnie żebym nie robił im takich numerów . Nie posłuchałem . Liczyłem ,że przetrzymam ich pieniądze przez zimę a wiosną spłyną do mnie zaliczki z nowych umów. Załatwili mnie w kilka tygodni. Zajęto mi rachunki , wierzytelności , samochody. Pojawiła się policja , zrobiono ze mnie oszusta. Wszystko się rozsypało. Straciłem rodzinę i przyjaciół . Miotałem się jak zwierze we wnykach. Ostatecznie trafiłem do więzienia. Trafiłem do dwuosobowej celi z Markiem. Ostrzeżono mnie , że to morderca, który zabił sędziego w jakiś okrutny sposób , że nigdy nie wyjdzie z więzienia i żebym go nie prowokował i nie drażnił , bo mnie zabije. Marek był grzecznym człowiekiem w bliżej nieokreślonym wieku. Miał swoje życie a ja starałem się udawać , że mnie nie ma. Po około dwóch miesiącach , gdy wróciliśmy z rannego spaceru , Marek poprosił żebym usiadł na jego pryczy. Mówił gorączkowo, cicho , bardzo precyzyjnie. ”Jesteś tu przypadkiem , siedzisz za damski huj, lada dzień wyjedziesz na oddział półotwarty, wrócisz do życia, będziesz miał pieniądze. Ja jestem już w grobie , nigdy mnie nie wypuszczą. Do nikogo nie mogę napisać , żeby mi pomógł. Mam tu papiery. To moje życie . To życie – i tu się zawahał – to życie innych ludzi. Mam wobec nich obowiązek. Niczego stąd nie wyślę, a jeśli nawet oni to przepuszczą to na wolności pójdzie do pieca albo w hasiok . Ty to skopiujesz i puścisz w świat. Dla ciebie to będą małe pieniądze, zarobisz je w tydzień. Dla mnie … ”. Zamilkł . Zrobiło mi się go żal . Przyrzekłem , że zabiorę jego papiery i wydrukuję. Zaczęły dziać się prawdziwe cuda. Za kilkanaście dni wyjechałem do ośrodka , gdzie wszyscy pracowali na wolności i wracali tylko na noc . Dyrektor na wstępie zapowiedział, że postara się mnie stąd pozbyć bo powinienem robić karierę na wolności , a nie ” wypoczywać na koszt podatników ” . Kilka miesięcy i wyszedłem na wolność. Znajoma sprzed lat opiekowała się mieszkaniem kuzyna , który wyjechał do Irlandii , pracować przy montażu komputerów. Tymczasowo mnie tam umieściła. Znalazłem pracę . Wieczorami dorabiałem przy obsłudze sklepu internetowego. Seledynowa papierowa teczka z zapiskami Marka leżała na dnie podróżnej torby. Było lepiej z tygodnia na tydzień. Mieszkanie , samochód stary ale sprawny , Dziewczyna. Potem nawet pies. Suczka rasy Yorkshire terier. Większe pieniądze raz w miesiącu, po parę groszy dodatkowo co tydzień , czasami częściej. Sielanka, błogość, odpoczynek wojownika po bitwie. Przeczytałem powieść Marka. Raz , dokładnie. Już jej nie odłożyłem do torby czy na półkę. Poszła w hasiok. ( hasiok to po śląsku – kosz na śmieci, Marek pochodził ze Śląska). Wyszedłem z bloku i wrzuciłem teczkę do dużego zbiorczego pojemnika na kółkach. Czułem się szczęśliwy , że odrzucam ostatnie brzemię okresu upadku i niepowodzeń. Było to środę , może w czwartek. W poniedziałek runęły na mnie fale nieszczęść . Wraca niespodziewanie właściciel mieszkania. Żaden problem , wynajmę inne , choćby pokój. W firmie dyrektor płacze i tłumaczy się , że musi mnie zwolnić bo główny udziałowiec potrzebuje etatu dla córki przyjaciela, doradcy podatkowego. Pali się przenośny komputer. Kłótnie z dziewczyna , skąd weźmiemy pieniądze na mieszkanie…

Całość na:

http://www.khpgm.pinger.pl ;
http://www.khpgm.blox.pl ;

Dziesięć zasad na przerwanie pandemii cholery

 

Dziesięć zasad na przerwanie pandemii cholery

  1. Nie chodzić na żadne wybory do czasu wprowadzenia w pełni demokratycznej ordynacji większościowej i zlikwidowania przywilejów dla partii politycznych.

  2. Dyskredytować wiecznie głodnych próżniaków. Ignorować w życiu publicznym wpływowe osoby będące przy korytach już przed 1989 rokiem.

  3. Nie wierzyć mediom publicznym i tym, które gloryfikują Unię Europejską i globalizację. Pamiętać, że dzisiejsza demokracja medialna to dyktatura.

  4. Nie kierować się sondażami ani żadnymi opiniami tzw. środowisk opiniotwórczych i dmuchanych autorytetów. Nie nabierać się na „krzyk tłumu”.

  5. Nie brać udziału w akcjach charytatywnych za pośrednictwem jakichkolwiek fundacji. Nie ufać żadnym guru i nie opłacać ukrytych kampanii.

  6. Nie grać w totolotka i nie brać udziału w żadnych loteriach i grach hazardowych, w tym SMS-owych. Wyznawać zasadę: nie ma nic za darmo.

  7. Nie brać kredytów, pożyczek i nie wspierać żadnej lichwy; ograniczyć do niezbędnego minimum korzystanie z usług jakichkolwiek banków.

  8. Unikać płacenia podatków, abonamentów, jakichkolwiek składek i cegiełek. Nie dbać o państwo, bo i tak wasze pieniądze zostaną zmarnowane.

  9. Bojkotować „cywilizację zachodu”. Nie słuchać propagandy, reklam i nie kupować pseudopromocyjnych towarów. Nie karmić burżujów.

  10. Być egoistą i dbać wyłącznie o swój interes i swoją rodzinę. Krótko mówiąc – nie być frajerem i nie dawać się wiecznie wyżymać.

*kolejność dowolna

socjolog

Kopanie się PO

Jak wiceprezydent POd przewodniczącym rady dołki kopie

 

            Wiceprezydent miasta Jeleniej Góry Jerzy Łużniak wystąpił do Wydziału Gospodarczego Krajowego Rejestru Sądowego we Wrocławiu z wnioskiem o rozwiązanie stowarzyszenia Ruch Ochrony Praw Obywatelskich i Walki z Korupcją. Jako powód podał, iż „Stowarzyszenie nie posiada Zarządu i liczby członków zdolnych do realizacji założonych celów statutowych /…/ Faktyczna siedziba i adres podmiotu jest niezgodny ze stanem prawnym.”.

 

Wszystko to cacy, ale smaczku sprawie dodaje załącznik do uzasadnienia wniosku jaki przesłał wiceprezydent Łużniak do Sądu Rejonowego, a mianowicie wydruk maila jaki otrzymał od urzędującego jeszcze prezesa Ruchu w odpowiedzi na prośbę o aktualizację danych stowarzyszenia.

 

A oto treść owego maila:

„W odpowiedzi na pismo z dnia 26 marca 2009 roku uprzejmie informuję, iż żadnych uchwał w sprawie zawieszenia działalności statutowej ROPOiWzK nie podejmowano, albowiem nie było w ogóle ostatniego walnego zebrania z powodu braku wymaganego prawem kworum. Ruch umarł śmiercią naturalną – takich miał biernych członków zarządu jak Pani Julia Papaj, nomen omen mama przewodniczącego Rady Miejskiej Jeleniej Góry. Nie posiadał żadnych funduszy własnych, ani środków finansowych na jakiekolwiek wypisy, czy nawet pocztę i należy go wykreślić z rejestru z urzędu. Nadawca tej korespondencji pracuje za granicą i mało go teraz to wszystko obchodzi.

Z poważaniem (skan podpisu) Grzegorz Niedźwiecki”

 

Jednym słowem wiceprezydent miasta Jeleniej Góry z ramienia PO ośmiesza przewodniczącego rady miejskiej Jeleniej Góry Huberta Papaja również z PO. Mail ten krąży, także pocztą pantoflową, po wszystkich wydziałach naszego magistratu i urzędnicy śmieją się do rozpuku z angielskiego humoru (albo flegmy) lokalnych notabli.

 

To nie koniec tej kuriozalnej historii. Wiceprezydent miasta Jeleniej Góry nie musiał posiłkować się pocztą elektroniczną do złożenia stosownego wniosku o wykreślenie stowarzyszenia z rejestru KRS ośmieszając jednocześnie kolegę z PO, albowiem o zaprzestaniu działalności Ruchu wiedział dużo  wcześniej. Chociaż? Siedziba stowarzyszenia, lokal stanowiący biuro zarządu ROPOiWzK, który zdał oficjalnie „były” prezes stowarzyszenia prawie dwa lata temu nadal stoi niezagospodarowany, a w nim zalegają jeszcze regał i kanapa prezesa. Ciekawe, czy wiceprezydent Łużniak poświadczył nieprawdę w piśmie do sądu rejestrowego, że adres siedziby podmiotu jest niezgodny ze stanem faktycznym, czy po prostu zapomniał o tym lokalu gminy na ul. Drzymały?

 

Póki co, Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej wydał zarządzenie wzywające Ruch i prezesa o ustosunkowanie się do wniosku wiceprezydenta o wyznaczenie na likwidatora stowarzyszenia Prezesa Pana Grzegorza Niedźwieckiego lub Wiceprezesa Pana Tadeusza Pieczonka – w terminie 7 dni pod rygorem uznania okoliczności faktycznych wskazanych w w/w wniosku za przyznane w trybie art. 230 kpc w zw. z art. 13 § 2 kpc. I tak się pewnie w końcu stanie…

 

socjolog

Tańczący z korupcją

Tańczący z korupcją

 

Dużo się mówi o korupcji w Polsce i o jej zwalczaniu. Co opcja polityczna w kolejnym rządzie to nowe pomysły na walkę z tą patologią. Ja również bawiłem się w pomaganie pokrzywdzonym przez władze i tzw. wymiar sprawiedliwości. Nadal od czasu do czasu param się dziennikarstwem śledczym, bo ludzie nie dają mi spokoju. Teoretycznie korupcji u nas nie ma, bo mamy ustrój demokra… no tak, szkoda słów.

Jeden znajomy pisze do mnie za granicę, żeby mu pomóc, bo od lat ma problem z przebiciem się przez lokalną biurokrację w związku z byłą restauracją w Cieplicach. Drugi “kolega” atakuje mnie na Naszej-Klasie z doniesieniami na wymiar sprawiedliwości i służbę więzienną (ma na tym podwórku niemały staż) oraz prosi o pomoc w rozwikłaniu problemu spadkowego.

I co ja mam biedny zrobić, jak dziś mamy dobrobyt… tfu! Ludzie sami sobie ponoć winni, nieudacznicy, albo nieroby – krzyczą zwolennicy obecnej władzy. To skąd tylu bezdomnych i bezrobotnych? Pewnie nacja taka jakaś niewydarzona;-) A tak poważnie…

Dziś nie warto walczyć z władzą, czy to lokalną, czy to centralną. Wolność słowa w Polsce to goebbelsowskie kłamstwo. Dziś są represje nie mniejsze za wychylanie się jak za komuny. Są nawet bardziej wymyślne metody radzenia sobie z dysydentami. Wprawdzie nie zamykają już do czubków, ale niszczą człowieka ekonomicznie – biją w jego rodzinę.

Tak naprawdę, to nie opłaca się być Robinhoodem, bo ludzie i tak są niewdzięczni, nie tylko nie podziękują za pomoc, ale jeszcze przy najbliższej okazji po trzykroć się ciebie wyprą lub zdradzą… a rządzący zniszczą. Do władzy dorwały się przecież byłe solidaruchy, KORowcy i ROPCIOwcy więc nie ma już miejsca na płacz i zgrzytanie zębów. Tym bardziej, ze owi „reformatorzy“ mają wsparcie ze strony „postępowego świata“. Trzeba teraz założyć własne RWE i Glos Ameryki.

Tak szczerze mówiąc, to nikt z polityków – jak długo w niej siedzi (wysoko) – nie jest wrażliwy na drugiego człowieka i nie myśli o ludziach. Takie organizacje społeczne, robiące dużo szumu populistycznego, potworzyły się tylko dla promocji swoich własnych liderów. Przejrzałem między innym taką Wspólną Kanapę jeleniogórską; w kampanii wyborczej obiecywali złote góry i stołki w magistracie, a potem nie chcą się przyznać do znajomości z tobą na portalu społecznościowym. Już taki komendant straży miejskiej, cokolwiek by o nim nie mówić, ma więcej przyzwoitości i człowieczeństwa niż niektórzy trybuni ludowi.

Ze wszystkich prezydentów miasta Jelenia Góra, pewnie się tutaj wielu ludziom narażę, najlepszy i najbardziej kompetentny był Józef Kusiak. Oczywiście wielu się na nim zawiodło, wielu ludzi nie załatwiło swoich spraw za jego kadencji, ale nie można mu odmówić chęci czynienia dobra i w miarę możliwości urealnienia swojej wrażliwości społecznej. Dbał nie tylko o partyjnych kolegów, ale pomagał też czasem ludziom postronnym. SLD to szczerze mówiąc najbardziej spójna formacja, choć też nie wolna od paramasońskich układów.

Platforma Obywatelska za to tylko z nazwy jest obywatelska. To najbardziej sitwowa formacja, wspierająca się w walce przeciwko tańczącym z korupcją – sferą biznesu, wszelkiej maści rotarianami i zaprzyjaźnionymi kolegami w policji i sądownictwie. Wiem, co mówię…

Kevin N.

 

Cud Tuska

CUD TUSKA

Babcia o synu emigrancie

 

Smutno mi tu w oddaleniu

Tu przeżywam ciężki los

Smutny dla mnie wieczór każdy

Ślę do domu w liście głos.

 

Powiedz liście mej rodzimie

Jakżesz ja mam tutaj żyć

Jak ten czas powoli płynie

I jak długo mam tu być.

 

Każdą pracę wykonuję

A jeść mało dają mi

Choć do pracy sił już nie mam

To pracować każą mi.

 

Ale ja się nie poddaję

Pan Bóg mój mi siłę daje

Bo mam dzieci, które kocham

Muszę przywieźć trochę grosza..

 

Antonina, 78 lat

Karpacz przegania Jelenią Górę

Karpacz przegania Jelenią Górę

 

  Jestem zasmucony. Urodziłem się w Jeleniej Górze i od lat z nadzieją wypatruję awansu demograficzno-gospodarczrego mojego miasta na mapie Polski, a tymczasem cały czas widzę upadek stolicy Karkonoszy i stałe cofanie się w sensie społecznym tego pięknego zakątka na Dolnym Śląsku. Oczywiście inaczej wygląda to z punktu widzenia lokalnych polityków i nielicznych „najedzonych” przedsiębiorców, ale liczby nie kłamią. Boomu gospodarczego tu nie ma, więc ludzie wyjeżdżają. Obraz jest tragiczny i żaden retusz kronikarski czy pijarowska propaganda nie zmienią faktów, że mamy do czynienia z kiczowatym falsyfikatem „metropolii”. Marne pomniki, śmieszne tablice, dyplomy. Znaczki, dukaty, księgi pamięci – co to jest? Iluzoryczne sukcesy, żałosne widowiska i próżne akademie. Dużo dymu i hałasu o nic. Huczne imprezy i fajerwerki dla odwrócenia uwagi od rzeczywistości, Zaraz ktoś mnie wyzwie od malkontentów, ale przecież nasze Słońce Cervi robi tylko dobrą minę do złej gry. Wydawać sarmacko cudze pieniądze to każdy potrafi, ale zbudować coś konkretnego to już problem. Jedzie taki euroentuzjasta Obrębalski na jubileuszu 900-lecia Jeleniej Góry i na cudzych zwycięstwach, a nie na prawdziwym dorobku. Fotografuje się tylko z koszykarzami czy wicemistrzynią olimpijską w kolarstwie górskim Mają Włoszczowską (kolej na nasze misski Polonia), ale to tylko błyszczące opakowania, otoczka, samorodne rodzynki na tym torcie Jelenia Góra. To, co zawdzięczamy temu i poprzednim włodarzom miasta to stały niż demograficzny i ogólne zubożenie społeczeństwa. Rosnące patologie, bezdomność i brak mieszkań socjalnych. Żebrzący na ulicach i trupy na skwerkach. To poniżająca praca w hipermarketach i obozy pracy w niemieckich fabrykach za głodowe 1000 zł, gdzie stosuje się mobbing wobec kobiet. „Arbeit macht frei” – czy jak kto woli „praca za friko”. Lub emigracja za chlebem – to zgotowali nam ekonomiści z tytułami. Banki tylko otwierają jeden po drugim w tym mieście. Lichwę propaguje Platforma Obywatelska, tfu… skąd ta nazwa przewrotna? W pułapki kredytowe bidotę tylko wpuszczają. No tak, po co są banki? By uzależniać ludzi od pożyczek na życie… albo? Żeby im ta lichwa bokiem nie wyszła, bo jak się głodni zdenerwują to będą te banki okradać – jak to na dzikim zachodzie… I będziemy mieli Western City w samym Hirschbergu. Prawdziwe rodeo a nie jakieś Tour de Pologne dla gawiedzi. A tak poważnie, to z tymi drogami, parkingami i ścieżkami rowerowymi to jest koszmar. Zapaść inwestorska i skleroza powyborcza totalna. Co rusz to zmiana ekspose, miejsca rewitalizacji, roszady w galeriach i basenach termalnych. A głupiemu radość. Na psy spada to miasto, niegdyś wojewódzkie. Już taki Karpacz powoli nas przegania w inwestycjach gospodarczych i rozwoju turystyki. W tym pięciotysięcznym kurorcie już jest kilka basenów, sztuczne lodowisko całoroczne, a wkrótce ruszy i stok narciarski czynny w lecie. Sobiesław Zasada nie widział interesu inwestowania w Jeleniej Górze. Czyżby do Karpacza przenosiła się stolica Karkonoszy? Hotel Gołębiewski u stóp Śnieżki wkrótce przyjmował będzie pierwszych gości z górnej półki i być może piłkarzy na Euro 2012, a Jelenia Góra organizuje tylko koncerty szarpidrutów na stadionie przy ul. Lubańskiej, gdzie babcie 50-letnie gwałcą. Igrzyska zamiast chleba oferuje nam lokalny Kaligula. Polityka liberalna przewodzi (byleby swoi tylko wygrywali) i hippisowska wolna amerykanka. Festyny, teatry uliczne, jarmarki staroci. Kuglarstwo i cyrk na kółkach. Wiatraki z papieru i wata cukrowa wirtualna. Kabaret i rykowisko. Uprawa „ziółek” jest alternatywą w tym mieście i grzybki halucynogenne. Debaty populistyczne, udawane konsultacje społeczne i jazda na podwójnym gazie ostatnio na topie. Tak właśnie Indian załatwili kiedyś europejscy kolonizatorzy. Dali im ognistej wody, opium i puścili muzykę, a potem zamknęli w rezerwacie. Rezerwat i tu powstaje a nie San Francisco. Rezerwat jeleni, ale to też przyroda…

socjolog

Po wakacjach

Wakacje, wakacje i po wakacjach…

 

  Kurde, szarpnąłem się w tym roku. Zafundowałem rodzinie urlop nad polskim morzem. Całe dwa tygodnie na bałtyckiej plaży spędziliśmy. Sto kilometrów wybrzeża; od Helu, poprzez Juratę, Jastarnię, Władysławowo, Rozewie i Jastrzębią Górę, Karwię, aż po Łebę zwiedziliśmy, a na skansenie w Klukach nad jeziorem Łebskim wczasy zakończyliśmy. Na pewno jest co wspominać, prawie tysiąc zdjęć narobiliśmy. Tylko dziwny dysonans poznawczy mi cały czas towarzyszył, zwłaszcza w odnośniku do biednej Jeleniej Góry, w której na stałe mieszkam. W takim Władysławowie i lunapark jest (w Łabie nawet dwa), Ośrodek Przygotowań Olimpijskich „Cetniewo” i Aleję Gwiazd tamtejsi włodarze utworzyli, a niemal każdy kawałek plaży, uliczek i deptaków wydzierżawiono na działalność handlową, usługową, czy rakreacyjno-rozrywkową. Co mnie zaskoczyło to to, że ani jednego policjanta, czy strażnika miejskiego tam nie uświadczysz. Po prostu nie ma tam takiej potrzeby. Piwo można pić swobodnie w każdym miejscu, a tzw. gokartami czy rikszami (nie mówiąc o rowerach i quadach) można było jeździć po wszystkich alejach i jakoś żadnych wypadków mimo tłumów ludzi nie było. Gdyby tak w Jeleniej Górze kolejkę dla turystów otworzyć, jurajski park rozrywki, prawdziwe sztuczne lodowisko, czy stadion dla żużlowców, udostępnić potencjalnym przedsiębiorcom korzystne warunki na salony gier rozrywkowych, zadbać o zaplecze turystyczne i bazę kwaterunkowo-hotelową, ścieżki rowerowe pobudować, to i u nas życie tętniłoby radośniej. Nie jeden mieszkaniec uruchomiłby bar, kasyno, czy bungee chociażby, jakby rządzący nastawili się na ściąganie turystów do mojego pięknego miasta rodzinnego. Niestety, kolejna kadencja marzeń ściętej głowy upłynie chyba.

Kolejny dysonans poznawczy, to rozmycie się założenia wydatków z kosztami rzeczywistymi urlopu czteroosobowej rodziny. Całe cztery patyki wydaliśmy – skromnie zresztą korzystając z uroków ziemi kaszubskiej. Głupia rybka – 60 zł, najtańsza zupka 5 zł, gofr, bagietka czy kebab 10 zł. A przecież codziennie trzeba kilka lodów kupić, o wydanym bilonie na automaty do gier dla dzieci nie wspominając. Pokoje trzyosobowe z dostawką minimum 120-140 zł kosztują. Dobrze, że pracuję za granicą. Nie takiego cudu społeczno-gospodarczego się spodziewałem od kaszubskiego premiera z PO. Widać myśleniem dalej nasz Donek w Klukach pozostaje. Toż przecież ktoś, kto pracuje w hipermarketach, czy w jeleniogórskich fabrykach z zagranicznym kapitałem musiałby cały rok na takie wczasy odkładać.

*

W tym tygodniu dzieci i młodzież rozpoczęła naukę w szkołach. Ostatni rok sześciolatków poszedł do zerówki. Od przyszłego roku do zerówki pójdą 5-latkowie, a już naukę w podstawówce rozpoczną szóste roczniki. Rządzący debile skrócili dzieciom dzieciństwo i coraz młodszych ludzi wyganiają do roboty (nie gwarantując im jednocześnie godnych warunków pracy i płacy). Sukinsyny cudzym kosztem eksploatują ludzi maksymalnie, żeby samemu mogli dalej czerpać z pełnego koryta bez opamiętania. Ja przynajmniej mam tą satysfakcję, że tych złodziei i próżniaków nie wybierałem…

Grzegorz Niedźwiecki

Boże! Jak ja nienawidzę tych zbrodniarzy!

Naziści? Znacznie gorzej!

Pod takim tytułem opublikował Janusz Korwin-Mikke niedawno następujący wpis na swoim blogu:

„Sposób, w jaki w Polsce – a i w całej Europie, zwłaszcza w Belgii, Francji i Niemczech – traktuje się rodzinę, budzi od dawna zgrozę.

Odbieranie dzieci rodzicom pod rozmaitymi pretekstami: „Nie dają sobie rady”, „trzymają dziecko w skrzyni” (w rzeczywistości: w łóżeczku dziecinnym…), „nie mają warunków materialnych” (a mają warunki obiektywnie lepsze niż 90 proc. Polaków w 1880 roku), „niewłaściwie wychowują” (tzn. nie tak, jak podobałoby się urzędnikom) – i tak dalej. Rodzice co chwila dowiadują się, że to nie jest ich dziecko: to jest dziecko państwowe, muszą z nim robić to, co aktualny reżym każe – a to posłać do szkoły akurat w wieku 4 – 5 – 6 – 7 (minister zdecyduje za nich) lat, a to zaszczepić pod przymusem szczepionką, której producent dał akurat jakiemuś ministrowi w łapę… A za niewłaściwe obchodzenie się z własnym dzieckiem można pójść do więzienia!!!

To jednak, co zrobiły władze Manitoby, prowincji socjalistycznego dominium Kanady, bije wszelkie rekordy!

Otóż matka z Winnipeg (pechowe miasto ostatnio – przyp. wł.), z przekonania narodowa socjalistka (tak naprawdę: wyznawczyni supremacji Białej Rasy), posłała do szkoły 7-letnią córkę z wymalowanymi na rękach i nogach napisami „Biała Duma” oraz Swastyką – co, rzeczywiście, nie jest najlepszym pomysłem, bo dzieci nie powinny być wciągane w politykę – a już na pewno nie w szkole…

…tyle że dzieci w szkołach jak najbardziej indoktrynuje się politycznie. W Polsce np. wbija im się w łepetyny, że d***kracja to Najlepszy Ustrój Na Świecie, a Unia Europejska to coś iście wspaniałego…

Na co nastąpiło coś, co bywało i w Polsce w latach 1949-1955, gdyby dziecko pojawiło się w szkole z napisem „Precz z komuną”: Cytuję: „Dzięki natychmiastowej reakcji nauczyciela, nazistowski symbol został szybko usunięty”. Jednak reakcja dzisiejszego systemu poszła o wiele dalej: nauczycielka-donosicielka zawiadomiła stosowne władze, które zabrały dziewczynkę do domu dziecka. Co więcej: policja wdarła się do mieszkania delikwentki, gdzie znalazła wiele symboli narodowo-socjalistycznych – i zabrała do domu dziecka również jej dwuletniego synka!!! Matce natychmiast odebrano prawa rodzicielskie – chwilowo na cztery miesiące.

Tego nie bywało w Niemczech hitlerowskich (natomiast bywało w Związku Sowieckim – w najgorszym okresie jego historii).

Histerykom z Manitoby warto zwrócić uwagę, że ani Hitler, ani żaden z przywódców nazistowskich nie był wychowany przez matkę, która malowałaby im na rękach symbole nazistowskie, nie był w domu poddany propagandzie socjalistycznej. Wszyscy mieli normalne domy, normalne rodziny, a dr Goebbels ukończył nawet kolegium prowadzone przez oo. jezuitów. Należałoby więc raczej uważać na dzieci z normalnych rodzin – a nie z rodzin, gdzie nieco narwane matki podniecają się rozmaitymi symbolami socjalistycznymi – a to Swastyką, a to Czerwoną Gwiazdą.

Teraz nastąpiło najgorsze. Mężczyzna powiedziałby: „P***rzę was, zas***a bando faszystów! Właśnie udowodniliście, że jesteście gorsi od Hitlera! Jestem hitlerowcem, i będę hitlerowcem – a dzieci macie mi oddać, bo to moje dzieci!”. Walczyłby o nie w sądach, być może porwałby je i uciekł w góry (w Kanadzie jest dokąd…). Zresztą można do Meksyku – też kraju należącego do NAFTA.

Natomiast kobietę złamano i upodlono. Zaraz zadeklarowała, że żałuje tego, co zrobiła, postanawia się poprawić, bo „jest w stanie zrobić wszystko, by odzyskać swoje dzieci”.

Hitlerowcy ludzi zabijali. Neosocjaliści przerabiają ludzi na g***o, łamią charaktery, przekupują, uczą żebractwa (bo czymże jest wyciąganie łap po dotacje z Brukseli?).

Boże! Jak ja nienawidzę tych ludzi!”

Nie do końca się zgadzam z radykalizmem pana Mikke, ale w wielu przypadkach na pewno ma on rację. Prześladowania i formy represji wielu ambitnych ludzi w dzisiejszej Rzeczpospolitej są bardziej wyrafinowane i dotkliwsze niż na Białorusi nie tylko dla samych bojowników. Wielu niezależnych dziennikarzy poruszających problemy społeczne, a raczej ich rodziny, odczuwają te wymyślne metody d…kratycznej władzy – godnej następców UB. No cóż, od czasu, gdy weszliśmy do Unii Jewropejskiej (pseudo liberalnej) i spełnienia się woli redachtorów oraz mocodawców RWE i Głosu Ameryki moda na walczących o wolność i demokrację minęła, a wraz z nią coraz więcej jedynie słusznych dysydentów odchodzi w wieczny niebyt. Wielu tych czerwonych unitów nawet odchodząc do Szeolu, w ostatniej chwili rani jeszcze niewinnych ludzi. Wielu, którzy w odpowiednim momencie wykorzystali okazję i czerwone gwiazdy zamienili na inne ciemne loże, drenuje nadal budżety rodzinne poniewieranych Polaków rękami zastępczych oprawców, rękami tzw. „niezawisłego sądu”. Pośrednio rękami rotarian i szemranego biznesu, który to akcje charytatywne prowadzi za pomocą cichego holokaustu Polaków. Nie za pomocą zadań internowania ich, lecz sowityc
h nawiązek sądowych i śmierci ekonomicznej rodzin prześladowanych. I nawet nie ma się kto za nimi ująć, bo prawa człowieka ONI obecnie ustanawiają. Dziś nie ma prześladowań politycznych i jest wolność słowa – ICH słowa, bo przecież jesteśmy już w d…kracji…

Boże! Jak ja nienawidzę tych zbrodniarzy!

socjolog